Będzie względnie długo a nie mam pomysłu na tldrNie wiem co ze sobą zrobić, czuję że zaczynam się zapadać pod ciężarem własnych decyzji.Mam poważny problem z komunikacją a w zasadzie go nie mam bo nie da się ze mną w jakikolwiek sposób skomunikować.Wysyłasz smsa? Brak odpowiedzi. Dzwonisz? Sygnał jest ale nikt nie odpowiada. Wysyłasz list? Zapomnij, listy ze skrzynki pocztowej są wyciągane raz na rok i odkładane na stos nieodczytanych listów. Chcesz odwiedzić osobiście? Udaję że mnie nie ma w mieszkaniu. Wysyłasz maila? Dostajesz odbitkę że miejsce na skrzynce odbiorcy się skończyło i nie można dostarczyć Twojego maila. Ostatni raz zajrzałem tam rok temuNo dobra, ale dlaczego tak robię? Nie wiem. Jak mam odczytać smsa/maila/list to dosłownie zaczynam czuć stres i ucisk w klatce piersiowej. Boję się że ktoś czegoś ode mnie będzie chciał. Nie ma znaczenia w jakiej sprawie ktoś próbuje się skontaktować, efekt zawsze jest ten sam. Nie mam już telefonu przy biurku bo każdy sms, czy połączenie budziło we mnie lęk który przeszkadzał w pracy. Telefon służy mi do dzwonienia i jako budzik.Brak komunikacji powoduje że pojawiają się jakieś niekontrolowane długi. Jako przykład: Sprzedałem samochód ale nie wypowiedziałem OC i widziałem po czasie że był sms od firmy ubezpieczeniowej i w podglądzie wiadomości było info że przedłużyli polisę. Teraz będą chcieli kasę za ubezpieczenie samochodu którego nie mam. Takich spraw jest sporo i sprawy sumują się do tysięcy złotych. Sprawy są przeze mnie ignorowane i ostatnio do domów rodziców przyszły listy od komornika które znowu ignorujęMógłbym załatwić wszystkie problemy które się nawarstwiły w ciągu kilku/kilkunastu dni, załatwiając jedną sprawę dziennie. Mam pieniądze żeby wszystko naprawić. Mógłbym poodpisywać ludziom którzy niczego ode mnie nie chcieli. Mógłbym to wszystko naprawić ale nie umiem. Nie mogę ruszyć, czuję blokadę żeby cokolwiek z tym problemem zrobić. Jak spotykam ludzi którzy czegoś ode mnie chcieli to muszę dawać im wymówki dlaczego im nie odpowiedziałem. Myślę nad tymi wymówkami przez całe dnie, zamiast po prostu im odpisać.Dla kontekstu:Dobijam do trzydziestki, mieszkam sam, na co dzień funkcjonuję względnie normalnie. Mam niezłą pracę (zdalną), wydaję mniej pieniędzy niż zarabiam, uprawiam sport ze znajomymi 2 razy w tygodniu, fizycznie jestem zdrowy jak koń i trzymam sensowną jakościową dietę Nie wiem co ze mną jest. Jakaś fobia? Może zwykła niedojrzałość i trudność w radzeniu sobie z konsekwencjami swoich decyzji? Jestem jak dziecko które zasłania oczy i myśli że problem zniknął. Problem nie znika a toczy się jak kula śniegowa która zbiera coraz więcej i prędzej czy później we mnie uderzy z pełną mocąCzy przechodził ktoś przez coś takiego? Jak znaleźć w sobie siłę żeby jakkolwiek ruszyć z tematem?#zdrowiepsychiczne

