Z niebieskim jestem po ślubie 5 lat, nie mamy dzieci ani wspólnych kredytów. Odłożyliśmy wspólnie małą kwotę na lokacie, ale nie jest to kuriozalna kasa. Nie narzekamy na swoje pensje. Ja zarabiam około 6 tyś na rękę, niebieski w granicach 7-8 tyś. Jeżeli chodzi o finanse nic wiele nas nie łączy, oprócz tej małej lokaty to nie mamy wspólnych pieniędzy. Nie podpisaliśmy intercyzy. Przed ślubem spotykaliśmy się jako para 4 lata, zamieszkaliśmy razem w trakcie narzeczeństwa. Zapowiadało się obiecująco - wspólne zainteresowania, jasny podział obowiązków i zbliżony światopogląd. Nie miałam żadnych zastrzeżeń do niebieskiego. Oczywiście widziałam w nim wady, które mnie nurtowały ale nie zmieniałam go na siłę pod siebie i zaakceptowałam go takiego jakim jest. Po ślubie wiele się zmieniło. Mogę powiedzieć otwarcie że zostałam kurą domową. Na pewno widzieliście scenę w filmach komediowych, gdzie facet wraca z pracy, zrzuca wszystkie ciuchy z siebie zostawiając na podłodze, po czym idzie do lodówki po piwo i zasiada na kanapie, gdzie kobieta w między czasie prasuje i gotuje jednocześnie. Właśnie tak się czuję.- jakbym grała w filmie, a moje życie to scenariusz jak w Truman Show. Czuję się jakbym miała pod opieką dziecko, a nie partnera. Sprzątanie po nim to codzienność, co więcej ogarniam rachunki za dom, gotuję, często też sama naprawiam drobne rzeczy w domu. Gdybym była na jego utrzymaniu to nie odzywałabym się ani słowem, ale tymczasem sama mam wymagającą pracę, często też jeżdżę w delegację, a w domu pracuję na drugi etat usługując facetowi. Wcześniej jakoś o tym nie myślałam, bo nie miałam czasu lub po prostu nie zauważyłam, że podział obowiązków się zatarł i wszystko spadło na moją odpowiedzialność. Uczucia, które były wcześniej też już się wypaliły. Czasami gdy mamy wspólny wieczór, pijemy wino i wtedy mam odwagę powiedzieć mu to w twarz, to słyszę z jego ust „przecież jest dobrze, przesadzasz”. Dla niego jest dobrze, bo nie musi nic robić. Temat dzieci na szczęście jest klarowny, bo oby dwoje ich nie chcemy. Co raz częściej myślę o rozstaniu, nic nas nie łączy. A problem który jest w związku jest spychany na dalszy plan pod pretekstem, że sama szukam problemów. Męczy mnie frustracja którą tłumie. Czasami się zastanawiam czy inne małżeństwa lub związki długoletnie też przechodzą podobne kryzysy? Gdy pytam znajomych wszyscy opowiadają to w superlatywach, ale czy rzeczywiście tak jest? Jak było u Was? Jak wygląda wasza codzienność ? Czy uczucia zmieniły się po ślubie ? Czy myślicie czasami o rozstaniu?Po ślubie druga osoba się zmieniła na tyle, że czujecie się oszukani? #zwiazki #malzenstwo

