Jest mi smutno. Z powodu moich rodziców. Przez 7 lat byłem z dziewczyną z mojej miejscowości (małe, 30-tysięczne miasto). Planowaliśmy ślub. Ona mnie zdradziła, oszukiwała, odkryłem to i skonfrontowałem z nią, z dnia na dzień mnie zostawiła. Przez rok dochodziłem do siebie, że życie mi się ułożyło. Dostałem stabilną pracę w urzędzie centralnym mającym przedstawicielstwo w naszej miejscowości (jak na tą okolicę to kokosy: średnia krajowa), po dziadkach z obu stron dostałem 2 domy - niewiele warte, ale po sprzedaży starczyło na kawalerkę w centrum mojej miejscowości, obok miejsca pracy. Zacząłem tinderować z dziewczynami z oddalonego o 30 km miasta wojewódzkiego i mieć jakieś sukcesy. I nagle dowiedziałem się, że moja eks została źle potraktowana przez faceta, dla którego mnie zostawiła. Zaszła w ciążę, poroniła, a on ją od razu wtedy zostawił i powiedział coś w rodzaju "nie chcę mieć dzieci z wadliwą babą". Miejscowość mała, wszyscy się znają, więc szybko do mnie dotarło. I teraz powód mojego smutku i rozgoryczenia: rodzice podczas niedzielnego obiadu powiedzieli mi no wcześniej się wam nie ułożyła, ale Gabrysia to dobra dziewczyna, została okropnie potraktowana, zadzwoń do niej, może DA CI JESZCZE JEDNĄ SZANSĘ. Czujecie to? Ona mnie zdradziła i zostawiła, inny potraktował ją źle, a to ja mam prosić o szansę.Kocham rodziców, szanuję ich, ale mają taką mentalność i nic z tym nie zrobię. Pokiwałem głową, zmieniłem temat, ale ból pozostał. Tym bardziej, że ciągle wracają do tego tematu i nieświadomie jątrzą. Nie proszę o rady, tylko chciałem się wygadać. Źle mi z tym, że ludzie którzy mnie kochają i których ja kocham mają takie podejście do swojego syna.#zwiazki #vejt #rodzice

