Jutro część Mirków zacznie pewnie nowy etap życia pod tytułem "Szkoła średnia". Mimo, że jestem już prawie czterdziestoletnim boomerem to wciąż pamiętam moment w którym sam przekroczyłem progi ogólniaka po raz pierwszy, łącznie ze wszystkimi towarzyszącymi mu stresami i niepewnościami. No i żeby nie przedłużać, gdybym miał dać Ci, jako świeżo upieczonemu licealiście jakąś jedną, najważniejszą radę, to bym nie umiał. Czasy się zmieniły - szkoły, ludzie, technologia, komunikacja stoi w zupełnie innym miejscu i kto wie, czy dzisiejsi pierwszacy nie mają jeszcze bardziej przej*ne niż my wtedy. Ale gdybym już musiał to bez zwątpienia namówiłbym Cię na zajęcia sportowe. Dlaczego?1. Dzięki nim poznasz ludzi spoza kręgu swojej klasy. Często "starszaków", z drugich czy trzecich klas. Być może nawet tych "popularnych" imprezowiczów. Możliwość przybicia piątki na korytarzu podczas przerwy, pogadanie z kimś spoza klasy doda Ci pewności siebie w pierwszych tygodniach nauki w nowej szkole. Starsi zapoznają Cię z kim trzeba, wtajemniczą w co trzeba, wytłumaczą na którego z nauczycieli uważać a z kim można się dogadać - podsuną sposób jak na profesora Gąsowskiego. Dadzą znać kiedy Gośka z II "c" przestanie się spotykać z chłopakiem i będzie wolna.2. Wstawiennictwo W-F-isty. Nawet jeżeli nie będziesz osiągać spektakularnych wyników i nie zdobędziesz dla szkoły ani jednego medalu, sumienną pracą podczas treningów pokażesz nauczycielowi że traktujesz go poważnie i prędzej czy później odwdzięczy Ci się np. dobrym słowem pod Twoim adresem dla pani od niemieckiego u której będziesz mieć na koniec okresu o kilka jedynek za dużo albo w kantorku przy sali gimnastycznej dziwnym trafem znajdzie się arkusz z pytaniami na jutrzejszą klasówkę z fizyki, z którą Ci jak dotąd nie po drodze...3. Więcej czasu wolnego. Bo sport to nie tylko treningi ale częste wyjazdy na zawody, starty, mecze czy obozy. Darmowa wycieczka po "powiecie" to zawsze jest dobra wymówka do ominięcia kilku nudnych lekcji.4. Dziewczyny lubią sportowców.5. Na koniec coś, o czym zupełnie w szkole nie myślałem a co teraz, z perspektywy czasu wydaje się najważniejsze. W podstawówce zawsze byłem uwielbiającym kluski babci grubasem a jedyny kontakt ze sportem to dwa razy w tygodniu stanie na bramce. Nauczyciel W-F sprawdzał obecność, wydawał piłkę i zamykał się w kantorku. W liceum było inaczej - młody trener zaraz po studiach prowadził zajęcia w bardzo ciekawy sposób zupełnie nikogo nie katując. Było dużo śmiechu, zgrywów, zabawy. Nikt nie przynosił zwolnień, nie zapominał stroju żeby nie ćwiczyć. Wciąż byłem grubasem ale dość wysokim, zbitym, silnym. Już po pierwszej lekcji zapytał czy nie chcę przychodzić na sekcję rzutów lekkoatletycznych - trochę się poruszać i zmienić proporcje. Mieliśmy darmową siłownię, po znajomości wejścia na baseny, lodowisko. W drugiej klasie nie byłem już grubasem, w trzeciej byłem najlepszym młociarzem w swojej kategorii w promieniu 200 km, w trzeciej i czwartej brałem udział w mistrzostwach polski juniorów. I mnóstwo fajnych znajomych w szkole, imprez, ognisk, dyskotek, życia towarzyskiego, dziewczyn, pracy w samorządzie. Nieźle jak na pryszczatego grubasa, który pierwszego dnia szkoły bał się wyjąć kanapkę z plecaka siedząc na przerwie przy klasie i mający nadzieję, że nikt nie zauważy jego porwanych trampek i wyciągniętego swetra.#licbaza #szkola #gownowpis #wyznaniazdupy #feels #nostalgia

