Od nieco ponad pół roku pracuję w dziale bankowości inwestycyjnej pewnego dużego banku, który działa również komercyjnie w tym kraju. Nie jest to może najlepsze IB w tym kraju, ale względnie uznane. Problem jest w tym, że powoli zaczynam wymiękać. Mój typowy tydzień to jakieś 60-80 godzin. Jak jest deal do zrobienia to potrafię siedzieć do późnej nocy w biurze. Początkowo myślałem, że dwa/trzy lata tutaj wytrzymam i przejdę do private equity. Widzę teraz, że rynek tam jest mocno zapchany, na analityka im potrafi po 100-200 CV przyjść... na chwilę obecną mocno cierpi mój związek z dziewczyną, w długim terminie nie wyobrażam sobie mieć takiej relacji z drugą połówką i wychowywać ewentualnych dzieci. Obecnie mam 12k brutto podstawy i pewnie z 50% jeszcze dojdzie mi z bonsusów. Nie są to więc ogromne pieniądze, za które warto tyrać na okrągło. Rozważałem private equity, bo tam pracuje się mniej niż w IB + jest szansa na to, że po udanym fundzie dostanę takie carry, że nie będę już musiał pracować. Aktualnie myślę nad zmianą pracy i pójściem do wewnętrznego działu firmy M&A. Ewentualnie wydaje mi się, że w działach debt&capital advisory (finanse strukturyzowane) mogę również dobrze zarobić i zachować dużo lepszy work life balance. Co byście zrobili na moim miejscu?#korposwiat #bankowosc #big4 #finanse #pekao #santander #mbank #pkobp #inwestycje

