Mam znajomego, z którym znam się od ok 10 lat, kiedyś trzymaliśmy się w jednej grupce. Był moment, kiedy się bardzo blisko kumplowaliśmy, on dużo mi pomógł, ja jemu też. Jesteśmy po 30. On jest gejem i bardzo emocjonalnie do wszystkiego podchodzi, skończył studia w pl, później studiował w UK, po studiach był na stażu w bardzo dobrej firmie, ale go tam nie zostawili i skończył w angielskim januszexie. Problem polega na tym, że z typem od kilku lat nie da się normalnie porozmawiać, od jakiegoś roku to już jakiś kosmos. Chłop tylko narzeka. Na wszystko - na swoją pracę, na życie w UK, na życie w PL, na rodzine, na znajomych, na to, że za granicą drogo, na pogodę, no k@#wa na wszystko. Najgorsze jest to, ze on nie przyjmuje żadnych rozwiazań, na każde rozwiązanie ma już przygotowaną odpowiedź, albo zmienia zdanie tak, żeby zrobić z siebie ofiarę i dosłownie uważa, że świat się na niego uwziął. Na początku się angażowałam i starałam wysłuchać i pomóc, później zauważyłam, że to nic nie daje, więc zaczęłam podchodzić chłodno do jego narzekania, aż teraz mam tego dość. Wyobraźcie sobie, że typ nie mówi o niczym innym tylko o sobie i swoich problemach. Jego wiadomości są naładowane takim ładunkiem emocjonalnym, że gdy tylko odpalam jego wiadomość, to już wysysa ze mnie całą energie. Pałka się przegięła rok temu, gdy bardzo bliska mi osoba zmarła, a on przez kilka miesiecy o tym nie wiedział, bo ani raz nie zapytał co u mnie, tylko napierdalał o swoich problemach, nie zareagował nawet gdy prawie miesiąc mu nie odpisywałam. Moje nieodpisywanie i ignorowanie nic nie daje. Nasza rozmowa wygląda już jak monolog. Pokątnie dowiedziałam się, że kilka starych znajomych z byłej grupki urwali z nim przez to kontakt, ale on tego wgl nie zauważa. Mam już tego dość, tak się nie da żyć. Wszyscy ida do przodu, a on od kilku lat siedzi w jednym miejscu i się nad sobą użala ... #znajomi

