Jestem od 2 lat sam. Zwalczam właśnie toksyczne zakochanie, bo prawie rok przeszedłem przez mega skomplikowany situationship z laską z uprzedzeniami po traumatycznej relacji, ale finalnie nie mam zamiaru tego dalej ciągnąć i się odciąłem. Były to okresy spotykania z przerwami, nigdy jakoś zobowiązująco. Ale było to dla mnie potrzebne. Przede wszystkim pozwoliły mi odpowiedzieć sobie na pytania czego chcę, a czego nie. Co mi pasuje, a na co się nigdy nie zgodzę. Laska była idealnie w moim typie jeśli chodzi o cechy charakteru i osobowość i wiem już, czego będę oczekiwał od potencjalnej partnerki, ale wiem też, na jakie zachowania warto zwracać uwagę i gdzie szybko się odcinać. Wcześniej miałem z tym problem, bo spędziłem 6 lat w relacji, która nie była dla mnie. Wszedłem młodo (21 lat) i nie umiałem się odciąć, a niedopasowanie było przeogromne. Właściwie koło 30tki miałem pierwsze fajne randki w życu, gdzie coś mne tam kłuło i potem pierwsza poznana miłostka, gdzie pierwszy raz od liceum (pierwsza baba) poczułem zauroczenie.Teraz mam czystą kartę, ale nie bardzo widzi mi się w najbliższym czasie budować jakąś relację. Pośwęciłem dużo w ostatnim czasie, zbudowałem bliskość emocjonalną z kimś, kto nie był gotowy (tak, serio. Jeśli laska się 2 lata nie spotyka z nikim to już red flag, a akurat to rodzina znajomych, więc mam potwierdzenia odnośne różbnych rzeczy) i teraz nie mam zamiaru na nowo się tak odsłaniać. Powychodziłbym se porandkować, ale...no wiem, że głowa potencjalnie będzie szukać "tej". Teraz mam takie 2 opcje, żeby po prostu "niezobowiązująco się poumawiać". Wiadomo w jakim celu. Jedna taka, która odezwała się po 1,5 roku (jedyna, z którą robiłem to bez związku) i druga taka, co coś tam do mnie startowała, typowa baba ok 30 co nie wytrzyma bez bolca.I szczerze? No nie potrafię xD Nie umiem. Chciałbym chemii. Potrzebuję zastrzyków adrenaliny i dopaminy. Mam swoje męskie potrzeby, ale autentycznie bez chemii, tych motylków w brzuchu, uczucia akceptacji, sympatii, dobrej atmosfery i tak dalej, nie mam ochoty, spadło libido, nie chcę tego robić jak robot. Chciałbym przede wszystkim przeżyć coś fajnego, a nie tylko zakisić ogóra. Straciłem swoje lata 20 na relacje bez chemii i kiedy w końcu ją dostałem, to się od niej uzależniłem. A chciałbym chcieć po prostu bzyknąć. Kiedyś patrzyłem na to inaczej. Jak byłem młodszy, przed związkiem i chwilę po (po rozstaniu to miałem ochotę dymać tak po prostu laski). Wiadomo, że nie ma co na siłę, ale mi coś siadło na głowę, że albo teraz z uczuciem albo wcale. I to trwa rok. Da się tego oduczyć? #zwiazki #seks #pytanie #milosc #niebieskiepaski #logikaniebieskichpaskow

