#anonimowemirkowyznania Chcę się wyżalić. Jutro rocznica ślubu, a mój małżonek olał moje prośby o rozmowę i kazał siedzieć cicho, okraszając to paroma wyzwiskami.Rok temu coś się popsuło. Byłam w drugiej ciąży - nie interesował się tym, co powiedział lekarz, nie wykazywał troski, moje zmęczenie potrafił skwitować "a po czym ty jesteś zmęczona, jak cały dzień w domu siedzisz". Wyzwiska leciały regularnie. Wszystko w obecności starszej córki. Prosiłam, krzyczałam, płakałam, błagałam... Dawało to chwilowy efekt. Był spokój. Wszystko kończyło się, gdy zaczynałam rozmowę o jakimś problemie - akurat mieliśmy odbiory naszego domu, pieniędzy z kredytu już nie było, a wydatki nie malały. Wszystko opłacałam sama z chorobowego, szantażował mnie, że nie da mi pieniędzy. Nie było mnie stać nawet na spodnie ciążowe czy biustonosz do karmienia. Po porodzie niewiele się zmieniło, oprócz tego, że znalazł nowe wytłumaczenie tego, że jestem "pierdolnięta" : depresja poporodowa. Nadal cała domowa logistyka tylko na mojej głowie, uporządkowanie terenu wokół domu - z dzieckiem przy piersi wychodziłam do koparek, odbierałam materiały, pilnowałam wykonawców. Prosiłam o wsparcie. O chwilę rozmowy. O przytulenie.Wolał piwo, tiktoka i grę.Od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem wystąpienia o separację. Już kilka razy zaczynałam pisać pozew, ale wtedy relacje jakby się polepszały. I tak samo było kilka dni temu - z racji zbliżającej się rocznicy stwierdziłam, że to dobry czas, by sobie wszystko wyjaśnić. Napisałam długą wiadomość - opisałam dokładnie, co mnie boli, czego mi brakuje... Nie ustosunkował się. Po moim naleganiu stwierdził, że mam się k*rwa zamknąć i siedzieć cicho.Dzieci są jeszcze małe i raczej nie będą tego co się teraz dzieje pamiętać. Ale muszę przerwać ten łańcuch spie*dolenia i podjąć kroki - mam nadzieję (chwiejną), że separacja będzie tym wstrząsem, po którym coś może się poprawić.Kilka miesięcy temu z niemowlęciem na ręku poszłam po pomoc do teściów. Prosiłam, by zadziałali jakoś na swojego syna, by nie robił piekła z domu, w którym dorastają ich wnuczki. Teść siedział cicho, teściowa zaczęła mnie atakować, po czym stwierdziła, że nie wierzy, żeby jej syn mógł tak mi ubliżać. Że może gdybym miała jakieś nagranie...A ja mam nagrania.Sąd takie zachowanie podobno traktuje jako przemoc psychiczną i ekonomiczną. Podobno.Kocham tego człowieka i bardzo chcę, żeby był taki jak kiedyś... Bardzo chcę, żeby do nas wrócił :(

