Mirki, powiedzcie proszę, co myślicie o takiej sytuacji.Moja rodzina została zaproszona na święta do rodziny mojego szwagra. Jego siostra przyleciała z synem który się kumpluje z moim siostrzeńcem (obaj mają po 3 lata), przez co moja siostra pojechała tam nawet na wigilię. Moi rodzice i ja zostaliśmy tam zaproszeni na następny dzień świąt. Problem jest w tym, że ja nie znam tych ludzi, bombelki mnie nie bardzo interesują, a cała impreza jest daleko ode mnie. Nie mam samochodu, a dojazd zająłby mi co najmniej półtorej godziny w jedną stronę komunikacją publiczną, a nawet gdybym się zabrał od pewnego miejsca z rodzicami, to niewiele mniej. Co więcej, na miejscu nie mógłbym się ewakuować w dowolnym momencie, tylko musiałbym czekać znowu albo na rodziców, albo na jakiś pociąg/autobus i znowu jechać masę czasu do domu.Słowem, zajebiście nie chcę mi się tam jechać. Ale z drugiej strony ojciec jasno wyraża swoje niezadowolenie, że przecież i tak nie będę nic robił w domu, a pojadę i poznam rodzinę szwagra. A siostra dodaje, że inaczej się nie zobaczymy na święta. Tak, wolę nic nie robić w domu niż jechać kupę czasu do obcych ludzi, gdzie głównym tematem będą pewnie dzieciaki, a ja będę na bank czuł się niekomfortowo. A siostra sama wolała przecież jechać tam na wigilię zamiast spędzić ją w domu rodzinnym.Jeszcze mega wkurwia mnie ta presja psychologiczna wywierana przez ojca i siostrę. Niby nic na siłę, ale jak nie pojadę to i tak będę czuł się źle przez to ich niezadowolenie. Zupełnie jak w dzieciństwie.Co myślicie?#rodzina #swieta

