Opublikowane

Jak poradzić sobie w trudnym małżeństwie?

Prawie 40 lat mam i zastanawiam się nad swoim związkiem, a dokładnie małżeństwem które trwa prawie 20 lat.Problem polega na tym, że moja żona nie robi nic, pracuje za minimalną, ma wszystko gdzieś, zero ambicji, zero zaangażowania. Nawet pieniądze nie są przeszkodą bo jest nastawiona do wszystkiego negatywnie. Np. jakieś wakacje, wyjazdy gdzie całość mogę opłacić ja z własnej kieszeni, jest zła, że musi jechać, a nawet jak pojedziemy to wymyśla jakieś złe samopoczucia aby tylko leżeć w hotelu.Jest jedno ale całej tej sytuacji. Chodzi o to, że ja kiedyś byłem taki sam, a nawet gorszy. I to ja ją sprowadziłem do tego stanu rzeczy. Poznaliśmy się jako nastolatkowie. Ja to osiedlowy głupek, no patus, alkoholik. Ona z dobrego domu. Imponowało jej moje imprezowanie. Wykorzystałem sytuacje, że miała od rodziców mieszkanie. Szybko zamieszkaliśmy ze sobą, warunkiem był szybki ślub. No i skorzystałem z okazji, a mieszkanie zamieniłem w imprezownie. Orałem ją ostro psychicznie gdy zamiast imprezować to szła spać, bo rano studia. No i tym sposobem obrzydziłem jej naukę, wyśmiewałem prace domowe jak gotowanie, sprzątanie i rozpijałem alkoholem. Był nawet okres, że oboje nie pracowaliśmy, tylko cały czas impreza, jej matka wszystko nam finansowała (oczywiście nie świadoma, że nie studiujemy). Po paru latach trochę się ogarnęliśmy, wpadliśmy w długi, zdrowie zaczęło siadać. Trzeba było iść na magazyn robić.Nadeszło zderzenie się z rzeczywistością. Nie mamy nic prócz długów. Znajomi od imprezowanie się odwrócili, każdy poszedł w swoją stronę. Rodzice też kopnęli nas w dupę, a mnie oskarżyli winnym tego wszystkiego. U mnie pojawiły się już poważne problemy zdrowotne.Odwyk, szpital, operacja, terapia. Miałem zdiagnozowaną depresję. Wyszedłem z tego, pic już nie mogę. I teraz przechodzimy do ostatnich 10 lat. Przez ten czas mocno się ogarnąłem. Codziennie pluje sobie w brodę, że zmarnowałem życie, zarówno pod kątem zawodowym jak i zdrowotnym. Trochę wyszedłem z tego. Odbudowuje wszystko powoli. Skończyłem studia, mam pracę i całkiem dobrze zarabiam. No i w tym wszystkim byłoby ok ale nie mam wsparcia u swojej żony. Co prawda też się ogarnęła, nie pije, ale jest bierna na wszystko. Zero marzeń, zero ambicji. Żadnej pomocy nie chce. Żyje po prostu tak aby dożyć końca.Trochę mnie to blokuje bo np. chce gdzieś wyjeżdżać, coś robić, a ona nie chce. Robię to sam to są pretensje.Nie oszukujmy się, nie znajdę raczej nikogo już, alkohol i używki mocno mnie przetyrały, wyglądam jak zombie, zbyt bystry też nie jestem. No i kwestia mieszkanie. Rozchodząc się tracę lokum do życia i dochodzi mi kolejny wydatek w postaci wynajmu.Mam też ból dupy o brak dzieci. Tak, sam darłem mordę, że nigdy żadnych dzieci, różowej to się nie podobało wtedy, no ale wystarczyło parę lat podlewania alkoholem i krzyczała to razem ze mną. A teraz już jest za późnij, ale i tak i tak ona nie chce. Przerasta ją zrobienie sobie kanapki, woli kupić gotowca w żabce.Co poradzić mireczki, jak żyć.#zwiazki #depresja #gorzkiezale
114

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (6)
mirko_anonim
Opublikowane
wytrwały-narrator-66 pisze:
Zniszczyłeś jej życie i jeszcze z siebie robisz biednego....lecz się człowieku i daj jej żyć, niech sobie znajdzie normalnego chłopa,,,,
Moderator mkarweta
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
zdecydowana-eksperymentatorka-7: Masz w 100% rację. Tak, podlewałem ją, źle doradzałem. Jej winy, że uległa nie ma, rozumiem to. Jednak taki stan rzeczy akceptowała. Poznała mnie jak już taki byłem. Mogła odejść zawsze, a tego nie robiła, w sumie to pasowało jej chyba po jakimś czasie. Jak przestawałem pić to miała pretensję. Jak miałem diagnozę i zdecydowałem się pić mimo to, to jej to pasowało. Mówiliśmy sobie, że to ostatni raz, a potem się bierzemy za siebie. I tak co parę dni. Poddała się, tak. Ale dalej jednak ma wybór, może próbować beze mnie. Jak mówię, że pora na zmianę i, że rozważam odejście to mówi z obojętnością, że jednak by nie chciała, ale nie zatrzyma, zrobię co chce.Na siłę ona nic nie chce. Nawet jak się przymusi na wyjazd to woli leżeć w hotelu, bawić się telefonem i patrzeć w telewizor (nawet jak byliśmy za granicą, to wolała oglądać coś w obcym niezrozumiałym języku niż gdzieś wyjść. A zamiast popróbować sobie lokalnych potraw to jadła frytki i takie gotowe hotdogi. No i nie do końca wybrałem ją, bo miała mieszkanie. Tak się trafiło. Tak szczerze to moja jedyna dziewczyna, była pierwszą. I ja jej pierwszym. A, że mając mieszkanie i aby razem zamieszkać, rodzice naciskali na ślub to się zgodziłem bez ceregieli.
Moderator digitallord
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
@Kitku_Karola: Ona nie chciała żadnej terapii. Po prostu powiedziała, że nie będzie piła i w sumie przyszło jej to z łatwością. Ja mimo choroby i wyników z którymi chcieli mnie kłaść do szpitala to piłem dalej. Nawet w szpitalu jak byłem to zdarzało się, że płaciłem aby ktoś mi podrzucił setkę. No i jak ja przestałem i powiedziałem, że to koniec to ona też nie piła. Teraz powiedzmy raz na kwartał kupi sobie pół litra albo z 8 desperadosów i tyle. Ale to jest 1% tego co kiedyś piła.Ja już inaczej żyje. Ona też. Ale mi ten stan rzeczy nie pasuje. Bo żyjemy jak współlokatorzy. Nic złego innego się nie dzieje. Nie namawia mnie do picia. Więc powrotu nie będzie.@smallboobslover: Jak wyżej. Do żadnego lekarza iść nie chce. Podpiera swoje słowa tym, że przestała pić bez niczyjej pomocy i nigdzie nie pójdzie. A co do dbania o siebie - ciężko dbać jak wszystko jest na nie, żaden prezent nie cieszy, żadna wycieczka, żadne wyjście. Nawet jak to ona nie ponosi za to żadnych kosztów.Ja o dzieciach nie myślę. Tzn myślę ale nie w takim sensie, jak możesz robić to Ty. Mi chodzi o fakt, że żałuje swojego życia, że potoczyło się tak, a nie inaczej. Bo teraz gdybym cofnął czas to bym wiele zmieni. I kwestię dzieci też. Ja sobie żadnej nadziei nie robię, ale pomyśleć, że fajnie by było mieć dzieci nikt mi nie zabroni. Ja nie zamierzam nawet czytać o tych adopcjach jak tu wyżej mi pisali. Wiem, że jestem degeneratem i tego nie zmienię. Ale progres wykonałem dość spory myślę. Tak, byłbym w stanie pomóc w nauce, mam nawet książki vademeca z poziomu liceum z których sam sobie przypominałem wiedzę. Serio, teraz codziennie poświęcam czas na takie rzeczy.@etepetete: Ja generalnie dużo działam, żadnego większego użalania nad sobą nie ma. Po prostu z wielu kwestii w moim życiu jest związek. W tej płaszczyźnie niczego nie zmieniał bo była na tamten moment to kwestia poboczna. Ważniejsze było dla mnie zadbanie o zdrowie, nauka, znalezienie pracy, zadbanie o sobie pod względem zarówno fizycznym jak i psychiczny. Dom i żona mi nie wadziły. Po prostu sobie były i nie oddziaływały negatywnie. Teraz może przyszła pora aby się tą kwestią zająć. I tak sobie rozmyślam od jakiegoś czasu.
Moderator digitallord
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
zdecydowana-eksperymentatorka-7 pisze:
Rozwaliłeś żonie całe jej uporządkowane, harmonijne życie, sprowadziłeś na złą drogę i zmarnowałeś jej 20 lat, których nie odzyska, a dla kobiety to jest kawał najważniejszego czasu, by sobie wszystko ułożyć, zanim przestanie tykać zegar biologiczny. Gratulacje, rozjebałeś po całości, ona jest tego świadoma, dlatego nie chce się jej działać. Prawdopobnie nie raz miała myśli, że już wszystko stracone i pozostaje czekać do śmierci u boku człowieka, który wybrał ją tylko ze względu na mieszkanie. Nie tak pewnie sobie wymarzyła życie, jak teraz o nim myśli. Poddała się. Musiałbyś naprawdę wręcz siłą wyciągać ją na spacery, wyjazdy, coś pokazać, jakoś ją starać się uszczęśliwiać, ale słabo to widzę, ciężko będzie, ona wie, że przegrała, straciła wszystko, zostając przy tobie. Nie odbudujesz tego, możesz co najwyżej próbować i dawać jej dużo opieki, żeby czuła, że jednak ją tam jakoś kochasz, miłość czasami potrafi dodać skrzydła
Moderator digitallord
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
@etepetete: Rozmów było wiele, bez skutku. Dla nie będzie co będzie, jest obojętna. No gada, że mnie kocha ale wgl nie widać tego. Kocham cię ale sobie poradzisz sam. A najlepiej się poddaj. Patrz ja się poddałam i nie muszę - tak to mniej więcej wygląda.Co do znalezienia kogoś to tak, będzie ciężko. Od wyglądu po moje zachowanie. Bystry też za bardzo nie jestem. Miałem ogromne braki ze szkoły. Zrobiłem te studia z jednego kierunku który mi się podobał i gwarantował pracę ale o świecie nie wiem za dużo. Ciężko to nadrobić także nie jestem zbyt dobrym rozmówca. Wiem, że ludzie traktują mnie normalnie ale jestem trochę na marginesie, taki trochę dziwak. I czy ukryję swoja przeszłość czy się otworze i opowiem to jest tak samo. Także skoro trudno mi znaleźć przyjaciela, to tym trudniej będzie normalną kobietę do związku. Mam prawie 40 lat, wyglądam jak po 50tce. Rówieśnicy nie mają dla mnie czasu, mają domy, żony, dorosłe dzieci, a czasem nawet wnuki. A młodsi nie chcą utrzymywać kontaktu towarzyskiego. To zauważyłem po towarzystwie w pracy (w kilku) oraz na studiach zaocznych. Nie mam innych okazji poznawania ludzi. Pomijam jakiś klubik kolarski i siłownię, bo tam poza aktywność to nikt nie przenosi znajomości dalej. Do tego zdrowotnie też mogę odstraszać, padaczka, tiki nerwowe. Ogólnie to jestem po nowotworze. Życie w pojedynkę jest ok, ale teraz też to taktuje jak życie w pojedynkę ale jednak mam trochę "lepiej". Finansowo mi to pasuje bo jednak finanse są mi potrzebne, od ogarnięcia zębów, leki, a na jakimś kursie językowym kończąc. No i takie ogólne życie aby wiedzieć co jest czym. Nigdy nie jadłem ramenu i byłem przez to wyśmiany w pracy bo nie wiedziałem co to jest (nawet, że to nazwa dania). Dlatego staram się próbować wszystkiego: jedzenia, nowej muzyki, filmów - tak aby być na czasie ze wszystkim.Dodatkowo wynajmowanie pokoju też jest trochę creepy w wieku 40 lat dla płci przeciwnej.Ja długi mam spłacone, oszczędności brak, różowa pewnie też brak oszczędności. Długów podobno nie ma, ale to też ze znakiem zapytania bo kiedyś miała, trochę mnie dziwi, że sama to spłaciła (może rodzice pomogli), no ale mieszkanie ma na siebie i jeszcze nie zabrali.@Aramil: No była patola niestety. Jakbym żonę ogarną to nawet byśmy mogli spróbować zrobić sobie dziecko sami. Ona jest odrobinę młodsza ode mnie ale też już przed 40tką.
Moderator RamtamtamSi
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
@etepetete: @Aramil: Tak, terapia by się przydała ale ma gdzieś, nie chce o tym słuchać, nazywa mnie zarobasem i nie chce rozmawiać. Ogólnie funkcjonujemy jak współlokatorzy, wraca z pracy i nawet cześć nie powie, cały dzień tv i telefon, a zarobione pieniądze wydaje na fajki, alko (już rzadko, teraz to z raz na parę miesięcy owali pół litra sama i pójdzie spać) i zamawianie jedzenia i zakupów spożywczych. Znajomych brak, zainteresowań brak, zadbania o siebie i dom brak. Z rodzina kontakt ograniczony do minimum. Ma focha na mnie, że nie pijemy i nie imprezujemy jak kiedyś. Nawet jak byłem chory to nie za bardzo chciało się jej pomagać mi. Ale nie tak ze złości tylko z lenistwa. No ona siebie nie potrafi ogarnąć to przy kimś innym też się jej nie chce. Jakby kogoś znalazła sobie i mnie została to problem by się rozwiązał bo nie miałbym na to wpływu ale ona jest za leniwa aby nawet założyć tindera. Libido na poziomie minusowym. Do tego zaniedbana. Co do dziecka to musiałby zacząć funkcjonować. Ale jak pisałem absolutnie na żadna terapię nie chce iść. A do dzieci jest nastawiona bardzo negatywnie. Dla mnie to też nie jest jakaś mega ważna rzecz bo jednak sam sobie tak wybrałem i muszę ponieść konsekwencję, także pogodziłem się z tym. Ale gdybym mógł cofnąć czas to dużo bym zmienił i kwestię dzieci również.A adopcja - nie znam się, nie interesowałem się tym tematem. Ale chyba dobrze sprawdzają takich ludzi, a jednak policji (w papierach) jesteśmy pewnie dobrze znani - dziesiątki interwencji, dołki, myjki, mandaty, wybryki chuligańskie, na jakieś zawiasy się jeszcze załapałem.
Moderator digitallord
Autor anonima

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

rnmlzefdpnz2mmu20rzqwr56

Dodane: 29 czerwca 2025 - 17:00:45
Opublikowane

Autor był widzianyokoło rok temu
Zobacz wszystkie wpisy