Miałem kilka uzależnień i to które wydawało mi się najbardziej błahe okazało się najtrudniejsze.Trochę mi się zdrowie posypało. Ogólnie prowadziłem mocno imprezowy tryb życia, sporo używek, alkoholu, fajek, przelotnego seksu, a to wszystko zwieńczone śmieciowym żarciem, lenistwem i brakiem ruchu.Cukier, ciśnienie, stłuszczona wątroba, burdel w różnych wynikach od trzustki po nerki, zmiany skórne, biegunki, wahania masy ciała, bóle.Półtora roku nie piję, rzuciłem fajki, rzuciłem używki, na imprezy nie chodzę. Pozrywałem kontakty. Codziennie spacery. Większość problemów ze zdrowie się poprawiło ale to też skutek leków które pewnie zostaną ze mną do końca życia.Ale nie mogę ogarnąć się z dietą. Tzn. na pewno jest dużo lepiej ale nawpieprzanie się w weekend jakiś śmieci i zagryzienie tego paczka chipsów i czekoladą to jedyna przyjemność z życia jaką teraz mam. I nie chodzi o nadwagę bo akurat z tym było spoko. Po prostu gotowanie i ta cała otoczka zakupów i jedzenia tego mnie przytłacza. Nie smakuje mi to nic, a nic. Wpycham na siłę i patrzę na fotki fastfoodów aby to przełknąć. Jak długo sobie odmawiam cheatdaya to aż mnie rzuca. Potrafię cały dzień i pół nocy walczyć ze sobą, minuty się dłużą i w środku nocy gdzie 95% opcji już nie ma, wstaje i jadę do maka bo nie mam innego wyboru. W głowie planuje sobie małą porcję np. 2forU ale przy drive zmieniam zdanie na mczestaw. Jem i potem wyrzuty sumienia. Ale zrobiłem cheat w weekend i teraz przez tydzień znów będę zmuszał się do jakiegoś kurczaka z batatami aby w kolejny weekend znów tak walczyć ze sobą.#dieta #alkoholizm #uzaleznienie

