#psychoterapia #psychologia #depresja Piszę tutaj aby podzielić się swoim problemem i może znaleźć kogoś w podobnej sytuacji. Postaram się wszystko maksymalnie skrócić. Miesiąc temu wylądowałem u psychiatry. Oczywiście depresja. Problem mam od ponad 20 lat. Zawsze miałem wrażenie, ze życie jest do dupy i raczej je kontynuowałem niż żyłem. Poznałem fajną dziewczynę, założyłem rodzinę. Zawsze miałem znajomych, kumpli, pasje itd. ale gdzieś podskórnie było mi źle. Cztery tygodnie temu "wybombiło" tak, że nie byłem w stanie wstać z łóżka. Leżałem zwinięty jak kot w kłębek i płakałem. Opanowało mnie poczucie beznadziei, dna, niezadowolenia z siebie i wszystkiego co mnie otacza. Dodatkowo od kiedy pamiętam mam zaburzenia obsesyjno-kompulsynwe (myśli natrętne). Dostałem leki (seronil). Na początek łykałem zgodnie ze wskazaniami jedną tabletkę rano a po czterech dniach dwie. Myśli się nieco uspokoiły, wróciłem jako tako do życia ale pozostało nieznośne uczucie napięcia. Po dwóch tygodniach (zgodnie z tym, co mówił psychiatra) zacząłem brać trzy tabletki. Niestety znowu "wybombiło" i wróciłem do punktu wyjścia. Obsesje już praktycznie zawładnęły moim mózgiem, pogłębiło się uczucie zdołowania światem i sobą, myśli samobójcze. Leki biorę nadal ale nie widzę efektu. W piątek wizyta o lekarza ale boję się, że nie wytrzymam i albo sobie rozwalę łeb, by już przestać myśleć albo oszaleję. Wiem, że te 2-3 tyg. czekania na efekt działania leku to norma ale serio mam już dość.

