W nawiązaniu do słusznej nagonki na agresywne psy, przypomniała mi się historia z czasów mojego dzieciństwa. Jestem rocznikiem z połowy lat '80. Pochodzę ze wsi i szkoła podstawowa do której uczęszczałem też była na wsi. Szkoła była oddalona od mojego domu niecałe 3 km a droga do niej prowadziła przez pola uprawne oraz łąki. Gdy już zaczynała się wieś w której była szkoła był jeden dom, w którym były 3 psy. Typowe wiejskie agresywne kundle, które wszystko atakowały co przechodziło obok bramy tego domu. Nie dość że był agresywne to jeszcze przechodziły pod bramą i atakowały nas, dzieci idących do szkoły. Jak było ciepło to nie było problemu bo na rowerze jakoś można im było uciec - problem był jak już rower poszedł w odstawkę na zimę i trzeba było chodzić.Oczywiście uwaga była zwracana wielokrotnie właścicielom tych psów aby uszczelnili ogrodzenie bo psy stanowią zagrożenie. Właściciele tylko się śmiali w twarz i kpili z rodziców innych dzieci którzy polubownie chcieli problem rozwiązać. Wielokrotnie byłem świadkiem takich rozmów obu stron. Po takich rozmowach problem tylko eskalował. Dziwnym trafem a to furtka była niedomknięta a to jedna część bramy była uchylona.Pewnego razu podczas powrotu ze szkoły, zaatakowały mnie i kolegę wszystkie trzy kundle. Jako dzieci strasznie spanikowaliśmy, strach i przerażenie przed bestiami.Po powrocie do domu powiedziałem tacie że jutro nie idę do szkoły. Strach przed tymi psami po sytuacji jaka nas spotkała był paraliżujący a innej drogi do szkoły nie było. Tato powiedział że pójdzie z nami i już nigdy więcej nie zaatakują nikogo te psy.Gdy byliśmy już przed felernym miejscem, wszystkie trzy psy wybiegły do nas ale kompletnie nie spodziewały się tego co nastąpiło kilka sekund później. Tata wyciągnął procę. Trzy szybkie strzały i dwa psy z okrutnym jękiem uciekły na podwórko a trzeci ze strachu uciekł do budy. Kolejnego dnia po podwórku biegał już tylko jeden pies, bez kompanów. Szczekał z oddali. Możecie się tylko domyśleć co się stało z tymi dwoma psami których proca sięgnęła. Nagle właściciele uszczelnili ogrodzenie i pies już nie wyłaził na drogę i nie atakował ludzi.Z perspektywy lat absolutnie nie pochwalam takiego rozwiązania problemu ale w pełni rozumiem - gdzie polubowne rozwiązanie problemu nie pomaga wchodzi samosąd a na wsiach - podkreślam że ta historia miała miejsce początkiem lat '90 litości jeśli chodzi o zwierzęta domowe nie było.Teraz dzieje się to samo. W Brennej państwo nie rozwiązało problemu z agresywnymi psami to problem rozwiązali ludzie. Takie rozwiązywanie problemu będzie miało miejsce. Kwestia czasu aż media będą pisać o kolejnych zatruciach psów. Ambicja ludzi do chęci posiadania zwierząt których nie mogą opanować jest większa niż konsekwencje wynikające z agresji tych zwierząt do ludzi. Cierpią tylko na tym niewinne zwierzęta bo nimi kieruje instynkt, natura i pierwotne zmysły.#psiarze #takaprawda #psy #patologiazewsi #patologia

