Wybaczcie, że nie z własnego konta, ale kilka osób z "branży" śledzi mój profil i wolę uniknąć ewentualnych problemów. Będzie trochę wulgarnie.Zasadnicze pytanie, jak komuś się nie chce czytać. Czy za każdym jebanym razem w miejskich/państwowych spółkach muszą liczyć się najpierw układy, a potem kompetencje? (╯°□°)╯︵ ┻━┻Pracuje 8 lat w pewniej miejskiej spółce. Miasto 300k+ ludzi. Nigdy nie było ze mną problemów, przełożeni zadowoleni z mojej pracy, mam wykształcenie, wszystkie niezbędne kursy, szkolenia. Operuje dobrze angielskim. Mój kierownik (jakby środkowy w hierarchii, ale nie decydujący o awansie) też zawsze dobrze o mnie mówi, chwali, daje wyższe podwyżki niż innym. W tamtym roku pojawił się wolny etat na inne, lepsze stanowisko w innym dziale. Złożyłem aplikację, oczywiście nawet jebanego dziękuję za złożenie CV nie było, ani że wybrali kogoś. Wszystko po cichu. Co do zasady tam pracują wyłącznie faceci, ale stwierdzili że wezmą babę xD Po czasie wyszło, że ktoś tam głównemu kiero tego działu mocno szeptał do ucha ¯\(ツ)/¯Dobra, chuj z tym, jakoś sobie radzi.Teraz była kolejna rekrutacja na to samo stanowisko, bo ta baba co się dostała, to zaszła w ciążę, ale i tak potrzebują dodatkową osobę nawet jak wróci. Złożyłem kolejny raz aplikację i co? I chuj. Dostał się jakiś kuzyn jednego z podrzędnych pracowników tego działu, pomimo że nie spełnia żadnych PODSTAWOWYCH wymiań. Kurwa, przecież to jest jakaś parodia. Pierdolę, więcej nie składam. Prędzej się zwolnię, bo zawsze uważałem, że układy to patologia, a nie będę specjalnie z kimś wódki pić, żeby tylko dostać coś, gdzie moralnie nie będę z tego zadowolony i byłbym hipokrytą#zalesie #pracbaza #gownowpis

