Mirki, to już kolejne moje podejście do diety, tym razem dieta pudełkowa sportowa. 2000 kcal (nawet Fitatu podaję +/- takie wartości makro), 170-190 g białka, legitnie, faktycznie głownie mięcho, ryba, skyr bez żadnych dziwnych puddingów. + dobijam 200-300 kcal, przy założeniu, że jest jakaś niepewność liczenia kcal przez dostawce. Cel zrzucenie nadmiarowego BF% przez które czuję naprawdę obrzydzenie do własnego ciała. Sumarycznie dziennie mam 2200-2300 kcal. Bez podjadania, kawy z mlekiem, ani cheat days. Chłop 190 cm / 95 kg, niestety wychodzę z sylwetki typowo skiny fat, siłownia (2 rok) 3x w tyg. + 1x basen. Plan treningowy ułożony przez trenera. W samej robocie robie >7 tys kroków. W teorii powinno lecieć, przynajmniej 1 kg tygodniowo, ale waga stoi. To już kolejny raz kiedy podchodzę do redukcji i nic nie rusza. W górę idzie masa mięśniowa, bo to widać. Ale BF% nie schodzi. Zaczynam popadać w jakiś stan depresyjny, tracę motywację bo nie widzę efektów, tęsknie za czasami gdy miałem 19 lat i BF% na poziomie 15%, naturalnie, bez diety. Po dwóch latach mam już fajną proporcję "V" przy tym wzroście, ale zbyt duża tkanka tłuszczowa w okolicy brzucha, więc wychodzi "B" xd Robiłem badania krwi, hormony - ewentualnie co można by się przyczepić to glukoza na czczo ma górnej granicy normy. Jestem juz powoli zdesperowany by sięgnąć po retatrutyd lub monjuro. #mirkokoksy #mikrokoksy #silownia #dieta

