Przez długie lata żyłem w błogiej nieświadomości polityczno-ideologicznej. Zajmowałem się swoim poletkiem i ledwie rejestrowałem, że istnieje jakieś lewactwo, prawactwo i cała reszta. Za młodu, powiedzmy do 30 roku życia, byłem chyba incelem, choć wtedy to był jeszcze niszowy termin, a nie popularna obelga. Żyłem w przekonaniu o swojej całkowitej fizycznej nieatrakcyjności wykluczajacej mnie praktycznie z rynku matrymonialnego. Jednocześnie idealizowałem kobiety i uważałem, że sa lepszymi ludźmi, są delikatne, wymagają ochrony. Za swoją matrymonialną porażkę winiłem los i prawa przyrody. Nie byłem też uprzedzony do ludzi o odmiennym kolorze skóry, wychodziłem z założenia, że mimo różnego opakowania wszyscy jesteśmy bardzo podobni i mamy taką samą wartość. Paradoksalnie moje poglądy pokrywały się w sporej mierze z liberalnym standardem.Z czasem jednak zacząłem nabierać coraz większego sceptycyzmu wobec tzw. lewicy, a konkretnie jej mainstreamowego, zafiksowanego na sprawach obyczajowych wariantu, który w dalszej części będę roboczo nazywał "lewactwem". Gdy byłem młody, bardzo popularne było podniecanie się "zachodem". Pedagogika wstydu jakim to jesteśmy zacofanym narodem i zakompleksienie na tle własnej narodowości, z której miały wynikać rózne deficyty, na przykład "tolerancji", poza tym antysemityzm, rasim i tym podobne ekscesy. To był jeden z pierwszych zgrzytów: Wychodząc ze swoich liberanych, naiwnie równościowych założeń, nie mogłem pojąc czym ta pogarda wobec własnego narodu różni się właściwie od pogardy wobec innych nacji i kolorów skóry, rzekomo charakteryzującej polskie społeczeństwo. Inną cechą ówczesnych lewaków było wyszydzanie i zwalczanie katolicyzmu. Przedstawianie jego wyznawców jako patologii i ciemnoty. No i znowu, jakże to się godzi, myślałem głupiutko, z tą całą, ponoć tak przez lewaków pożądaną a deficytową w Polsce otwartością? Tak to utwierdziłem się w przekonaniu, że otwartość i tolerancja mają w lewactwie bardzo wąskie, specyficzne znaczenie i moja niechęć wobec tej formacji narastała.Później poszło już z górki. W okolicach 2015 kryzys migracyjny i lewackie wzmożenie, że trzeba przyjmowac masowo imigrantów, z kręgów kulturowych, w których relacje między płcami faktycznie wygladają tak, jak się wydaje lewakom, że wyglądają w Polsce, choć statystyki mówią co innego. Przypadki grupowego molestowania białych kobiet przez imigrantów, zakrzykiwane przez feministki, że "w Polsce też gwałco". Niedawno mieliśmy powtórkę kryzysu migracyjnego w mini-skali na granicy z Białorusią i znowu jazgot, żeby wpuszczać jak leci, bo tam są... kobiety i dzieci.Skracając maksymalnie. Dzisiaj dosłownie gardzę ludźmi o poglądach lewicowych. Uważam, że w wyniku ich może i dobrych chęci, relatywnie bezpieczny świat wokół mnie zmienia się syf. Rośnie przestępczość, rośnie skala przemocy wobec kobiet, rośnie rządowy zamordyzm. To budzi nienawiść. Co ciekawe, chyba faktycznie w wyniku tej radykalizacji stałem się "typowym prawakiem". Im więcej propagady o rejestruje o cudownych, uciemięzonych kobietach i złych mężczyznach - tym mniej mam wyrozumiałości i szacunku do kobiet. Im bardziej agresywna propagadna pro-imigracyjna, tym więcej mam niechęci wobec niebiałych imigrantów. A im więcej się nakręcam, tym wiecej tego widzę, tym wiecej reaguję i jest coraz gorzej.Jak wrócić na wlaściwą ścieżkę? Jak ludzie to robią, że mają te swoje poglądy, ale umieją patrzeć na innych inaczej niż przez pryzmat ideolo? Da się tak jeszcze w ogóle?#psychologia #gorzkiezale

