Mireczki, mam problem związany z pracą. Pracuje od jakiegoś czasu w korpo gdzie śruba jest coraz bardziej dokręcana, standardem stała sie praca po 12 hrs (oczywiście powyżej 8 hr za darmo) bo dedlajny to rzecz święta. Przez to cierpi moja rodzina, a muszę wspomnieć ze jedno dziecko here, drugie w drodze. Żona mnie cisnie, ze tak nie moze być, manager cisnie żebym wziął jeszcze wiecej na siebie, bo przecież wszystko ogarniam. W pewnym momencie cos pękło i rzuciłem papierem. Znalazłem pracę w innej firmie i w tym momencie jestem na rozstaju, firma w której do tej pory pracowałem staje na głowie żebym tylko został, proponuję awanse i podwyżki, nawet przejście do innego działu, gdzie obiecują ze będzie luźniej. W nowej firmie dostałem propozycję za ok 10% mniej mojej dotychczasowej stawki, dodatkowo w nowej firmie nie mam bonusu rocznego, który był na prawdę spory, ale dochodzę do wniosku ze kasa to nie wszystko. Strasznie sie waham co powinienem zrobić. Rodzina cisnie żebym zmieniał, ale to jest trochę jak z syndromem żony alkoholika, "w tym momencie nie bije to moze nie będę odchodziła". Czy ktoś z was miał podobne dylematy ? Z niższa pensja damy radę, a będę w stanie pomóc żonie przy dzieciach jeśli będę pracował w normalnych godzinachCo robić? Zostać w toksycznym korpo, które kreuje sie na super pracodawcę, a nim nie jest czy isc do nowej, mniejszej firmy ?#praca #pracbaza #korpo

