Powiedzcie mi, czy spotkaliście w okresie nastoletnim z tym, że jakaś dziewczyna w waszym otoczeniu była naprawdę brzydka. Nie mam na myśli żadnej konkretnej nieatrakcyjnej cechy typu wielki garbaty nos czy trądzik. Chodzi mi o to, że twarz tej dziewczyny wywoływała taki odruch obrzydzenia u każdego od razu po spotkaniu.Ja osobiście mam takie doświadczenie ze szkoły, gdzie od podstawówki do matury znęcano się nade mną fizycznie (bardzo dokuczając mi w związku z moją twarzą, np. zakładano mi wiele razy reklamówki na głowę, były też akcje z moimi zdjęciami). Wygląd wypominali mi też nauczyciele albo inni dorośli w moim otoczeniu. Bardzo to przeżywałam i od drugiej klasy gimnazjum do matury nie wychodziłam w ogóle z domu poza szkołę. Załatwiłam zwolnienie z wf, bo w szatni działy się okropne rzeczy. Pochodzę z małego miasta i nie znałam nikogo, kto by tej mojej „łatki” bitej i popychanej brzyduli nie znał. Potem wyjechałam za granicę, a w Polsce później zamieszkałam daleko od mojego rodzinnego miasta (nigdy tam nie przyjechałam już). Nie będę się nad sobą użalać, bo od tego mam terapię. Oczywiście tak, mam za sobą uszkodzenia ciała, myśli o zakończeniu życia. Dzięki lekom od psychiatry ustały lęki przed wychodzeniem z domu, więc już się nie trzęsę, jak mam z kimś się spotkać twarzą w twarz (a wcześniej bałam się, że kasjerka w Biedronce mnie jakoś obrazi), nie zasłaniam się maseczką ani szalikiem.Za granicą i w tym mieście wojewódzkim, w którym teraz mieszkam, nikt mi wprost tej brzydoty nie wypomniał. Pewnie ludzie są kulturalniejsi, ale tli się we mnie nadzieja, że może ta brzydota z wiekiem ustaje.Znaliście tak serio kogoś brzydkiego?#depresja #ssri #nerwica

