Wiem, że niemodne jest na Wykopie narzekanie na facetów, bo to kobiety są te złe, ale mam już dosyć. Byłam z facetem od ponad 5 lat. Dawałam milion szans. Poznaliśmy się na ostatnim roku studiów. Już wtedy pracowałam na pół etatu w korpu. Po zakończeniu wskoczyłam od razu na cały etat i nadal tam jestem. Po 2 dużych awansach z perspektywami w ciągu najbliższych 2 lat na stanowisko kierownicze i własny zespół. On: rok po studiach nic nie robił, spotykał się z kolegami, imprezował, grał w kosza, konsola. Za wspólne mieszkanie wynajmowane płaciłam wyłącznie ja, na zakupy spożywcze dorzucała nam jego matka. Po roku poszedł sprzedawać fotowoltaikę, ale po 3 miesiącach zrezygnował. Kolejne pół roku bezrobocia. W końcu poszedł na instalatora kamer przemysłowych. Ma dobre warunki, 193 cm wzrostu, silny, postawny, szef mu proponował dobre warunki. Przepracował raptem 7 miesiący i znowu ponad pół roku przerwy. Później prace tymczasowe lub niepoważne. Najdłużej 10 miesiący na bramce w klubie i to tylko dlatego, że wszyscy go tam lubili. Nasze wydatki na wspólne życie wtedy to 90% ja, 10% on. I wiecznie narzekanie, że nie ma dla niego pracy, że nie będzie korposzczurem, robolem itp. W końcu nie wytrzymałam i gdy którejś nocy wrócił niewiadomo z kąd po imprezie zrobiłam nieziemską awanturę, że tak dalej nie potrafię i mam dość. Następne dnia bez słowa spakował się i wyprowadził. Po tygodniu od wspólnych znajomych dowiedziałam się, że wprowadził się do jakiejś studentki, która się w nim "zakochała od pierwszego wejrzenia". I tak to wygląda. Po tylu latach utrzymywania de facto faceta, złego traktowania, na pewno zdrad (jestem tego pewna) zostałam sama. I później czytam na FB, Insta czy Wykopie, że to kobiety są te złe, nie dają szansy, wykorzystują. A takich historii jak moja są dziesiątki. I tak dzisiaj mam dużą niechęć do facetów. Wiem, że mi minie, wiem że to czasowo, ale po prostu jest mi przykro. Chciałam się wygadać, bo świat nie jest czarno-biały.#zwiazki #logikaniebieskichpaskow #logikarozowychpaskow

