Czy ktoś może jest w podobnej sytuacji zawodowej, że ma jakiś konkretny fach w ręku, znaczy się wykształcenie ale takie kierunkowe, nic ogólnego, które to daje duże możliwości zarobkowe na rynku pracy, a mimo to, nie korzysta z tego i np. pracuje za najniższą w kołchozie albo innej nie wymagającej żadnego wykształcenia pracy?Co myślicie o takich osobach? Nic szczególnego? Dziwacy? Przygłupy?Ja jestem po fizjoterapii, w zawodzie pracowałem może ze dwa lata (nie licząc praktyk, itp) i tak tego nienawidzę, że aż mnie mdli na samą myśl. I zarobki w granicy 5cyfrowej liczby zupełnie mnie nie motywują. Dymam w januszexach, za okolice najniższej i jakoś mam wrażenie, że mam spokojniejszy umysł. Robię co swoje bez większego zastanawiania się, główkowania. No i ten "bat nad głową" - czuje po prostu respekt, wiem, że jak odpyskuje brygadziście sebkowi to wylecę. Oczywiście też takich prac nienawidzę, pracuje bo muszę, nie mam żadnej ambicji aby się do tego przykładać, a zarobki zupełnie mnie nie motywują. Oczywiście te gówno prace przeplatam z okresami neetowania po kilka miesięcy.Ale jestem za to po prostu przekreślony wszędzie. Rodzina ma mnie za wariata. Znajomi nazwali mnie debilem. Ex mnie wyśmiała. Każda nowa relacja kończy się w momencie jak powiem to co wyżej napisałem. A nawet pracodawcy kołchozowi mają mnie za kukiełkę gdy wyślę w cv prawdziwe wykształcenie. Byłem zapraszany na rozmowy z ciekawości, czemu szukam tu pracy, snuli domysły, że może coś odwaliłem i mam zakaz wykonywania tamtego zawodu. Więc nawet się tym już nie chwalę.A czemu wybrałem fizjo? Bo nie miałem (i nie mam) pomysłu na siebie (a już blisko do 4 dych na karku), poszedłem z braku laku bo lubiłem tematy o zdrowie (siłka wiadomo, albo fizjo, albo dietetyka, a na lekarski jestem byłem za głupi), uczyłem się dość dobrze mimo wywalonego stylu życia w ogólniaku, no i kwestia dodatkowych 5 lat wakacji na koszt rodziców.#praca #pracbaza #gorzkiezale

