Dlaczego ludzie się tak łatwo obrażają? Ostatnio uświadomiłem sobie, że każdy wokół mnie potrafi się na mnie obrażać w sytuacjach, w których ja mam po prostu wywalone. Różowa to wiadomo, o byle pierdołę potrafi się obrazić. Dajmy na to mam zaplanowany dzień, ona na ostatnią chwilę mówi, że chciałaby jechać do jakiegoś sklepu po coś co jest tylko tam w ostatnich sztukach (sama jeszcze nie ma samochodu, komunikacji brak), odmówiłem ze względu na to, że miałem naprawdę dużo pracy tego dnia. Wleciał więc foch ,,To nie, sama sobie poradzę, na nikogo nie można liczyć". Gdzie ja bym do tego podszedł tak, że skoro robię coś na ostatnią chwilę to liczę się z tym że ktoś ma juz zaplanowany dzień. O ile to nie jest coś rzadkiego/jedynego to miałbym wywalone. Najlepszy kumpel - długi weekend, ustalamy, że mamy każdego dnia wolne, wiec umawiamy się na czwartek. W między czasie wypada mi na czwartek coś turbo ważnego - nie do przełożenia. Mówię więc, że skoro mamy wolny piątek i sobotę, to przestawmy to na piątek lub sobotę. Nie widziałem w tym nic złego - nie raz z inny ziomek mnie prosił o takie coś i przystawałem, o ile nie cały czas to każdemu może coś wypaść. Tymczasem on foch, że wiedział że tak będzie i że nie ma co się ustawiać na piątek/sobotę, bo wyjdzie tak jak z czwartkiem, a w ogóle też w piątek/sobotę to będzie gorzej, bo *powód z dopy* i końcowo nici ze spotkania, a on tydzień milczenia. Podobnie ma brat. Bardzo często mu pomagam przy remoncie mieszkania, ale czasem gdy nie mogę, to jest pokazówka jak to sam zrobi i najchętniej jeszcze zaprzęgnie do tego tatę, któremu naopowiada jak to nie może na mnie liczyć.Czasem myślę, że po prostu za bardzo to wszystko przeżywam i za dużo toleruję. #zwiazki #relacje #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow

