O ja bylam w takim związku gdzie facet mial duzo lepsza pensje (ok 12-15k w zaleznosci od miesiaca) a ja wtedy zarabiałam rowne 4k. I to byl typ, ktory chcial wszystko dzielic na pol. I dopoki to bylo kino, restauracje, to przeciez mi nie przeszkadzało. Wszyscy mi mowili, ze dzielenie wszystkiego na pol to jest mega red flag, ze przecież ja pracuję tyle samo godzin co on, a po prostu mam inny zawod i mniejszy staż pracy (bylam 6 lat mlodsza) i ze mam go zostawic. Ale nieeee ja uwazalam to za uczciwe, bo przeciez to jest pol na pół, tyle ile wkladamy w ten zwiazek, partnerstwo. No i po półtora roku uznalismy ze chcemy zamieszkac razem i co sie okazalo? Ze typ nie bedzie mieszkac gdzieś poza scislym centrum i nie bedzie wynajmowac jakiegos gowna z prlu i ze on potrzebuje 3 pokoje, bo nie wyobraza sobie nie miec sypialni i biura osobno. I ja to rozumiem, tez bym tak chciala tylko... Mnie by nie bylo na to stac. On swojego mieszkania nie mial, bo uwazal kredyty za zło, wiec tylko odkladal pieniadze, a sam mieszkal w "za malym mieszkaniu dla naszej dwojki". Tak wiec ogladal mieszkania za 7k z oplatami i nie rozumial ze po oplaceniu mieszkania, on bedzie mial te 6-9k na wydatki a mi zostanie 500zł, gdzie moje leki kosztuja 300zl, a co dopiero inne wydatki, zycie, jedzenie, srodki chemiczne itd. i zadne rozmowy typu, ze ja bardzo go kocham i chce z nim zamieszkac, ale mi wystarczy mniejszy standard i na ten mnie nie stac, nie pomagalo. Dla mnie istnialy dwie drogi, albo on doplaci do swoich wymagan albo obniży wymagania i zamieszkamy gdzies gdzie jest taniej i bede dokladac rowno. Rozstalismy sie.