Hej, mam specyficzny "problem". Było ostatnio w moim mieście duże plenerowe wydarzenie. Napisałem do znajomego czy idzie i czy ma chęć pójść ze mną, ale odpowiedział że idzie ale ze znajomymi i nie za bardzo będzie miał czas się spotkać. No dobra, to poszedłem sam. I faktycznie widziałem ich w grupce. Ostatecznie dość szybko stamtąd wyszedłem bo głupio tak samemu. Po fakcie zacząłem się zastanawiać co było problemem dla tego ziomka wziąć mnie ze sobą. Pewnie jak się nie zapytam wprost to się nie dowiem. Ale nurtuje mnie czy jak się idzie ze znajomymi (których ja nie znam) to już nie zaprasza się innych znajomych chętnych do wyjścia? jakby sytuacja była odwrotna, to nie miałbym problemu wziąć jeszcze jedną osobę gdyby wyrażała taką chęć. No i impreza zjeb...a bo nie czułem się dobrze sam ani nie było komfortowe że mi odmówił. A nikogo innego za bardzo nie mam do takich wyjść i poczułem odrzucenie. Ale nie wiem, może to ja jestem dziwny że wymagam, żeby ktoś mnie "wkręcał" w swoje towarzystwo. A znamy się od szkoły średniej, szmat czasu... #przegryw #samotnosc #logikaniebieskichpaskow #depresja #zalesie

