Przyjęło się powszechnie, że ludzie wpadają w malencholię i smutek, gdy na dworze pojawia się tzw. jesienna szarówa. U mnie jest odwrotnie. Ja jestem tym wariatem, który naprawdę czuje o wiele większy komfort psychiczny (a nawet fizyczny), gdy niebo jest pochmurne, a na zewnątrz jest chłodno i deszczowo. I to nie jest tak, że jestem ulanym piwniczakiem. Przeciwnie jestem szczupły i właśnie w takich sytuacjach wychodzę na miasto, bo zwyczajnie pojawią mi się wszelkie chęci do życia. Nie lubię letniego, ostrego słońca, zawsze mnie łapie jakaś chandra, która u większości pojawia się chyba jesienią. Lubię chodzić z parasolem po mieście to są chyba moje klimaty. Aż się zastanawiam czy dobrą decyzją mogłaby być #emigracja do Szkocji.#gownowpis

