Jakie macie doświadczenia, opinie, obserwacje w temacie obecności ojca przy porodzie?Z tego co się orientuję kiedyś było tak, że rodzącą zabierali na oddział o ojciec siedział na jakimś obskurnym korytarzu i jarał taśmowo szlugi. Wzywany był dopiero do wyciągniętego bombelka.Dzisiaj prawie uniwersalne jest podejście, że ojciec ma towarzyszyć na każdym etapie, łącznie z samym porodem.Sugestia że mogłoby być inaczej spotyka się co najmniej z krzywymi spojrzeniami.Jak zapytasz w necie "czy ojciec powinien być przy porodzie" to zazwyczaj jest tam wysyp odpowiedzi, w których ojcowie z dumą opisują jak towarzyszyli partnerce przy narodzinach kolejnych dzieci, a kobiety opisują z nie mniejszą dumą wsparcie ze strony partnerów. Wiadomo.Ale czy to cała historia? Nie ma sytuacji gdzie ojciec mdleje/wymiotuje/ucieka/nabawia się solidnego PTSD? Rodząca nie czuje wsparcia, bo jest po prostu półprzytomna, albo czuje się źle z tym, że chłop ją ogląda w tej specyficznej sytuacji?Czy obecność ojca naprawdę pomaga, czy to tylko współczesna moda?Żeby ułatwić dzielenie się odpowiedziami zrobiłem ankietę, ale wolne przemyślenia też mile widziane.#dzieci #rodzicielstwo #zwiazki

