Oj tak. Tyle lat za biurkiem i plucie na prośby rodziców bym pomogła w robotach przy ogródku, a teraz sama idę i coś robię albo proszę by mi coś dali do roboty. Nie wiem czy bym mogła od rana do zmierzchu, ale na pewno te zwyczajowe 8h dałabym radę, słuchawki na uszy (audiobooki czy podcasty) i machanie przysłowiową łopatą, a jak wakacje to leżenie dupą do góry na dworze, piwko i jaranie marychy i obserwowanie przyrody, rowerkowanie i nadrabianie kulturalnych zaległości wieczorami. Albo wyjazd gdzieś sobie, nad morze, w góry, do znajomych.Tylko, że jestem niemal pewna, że po 2 latach takiego życia znowu bym zatęskniła za 'biurkowym życiem', ale tak, na dziś wydaje się to ideolo opcją!