Gdyby dało się cofnąć czas, bylibyście teraz przegrywami?Często o tym myślę i dochodzę do wniosku, że chyba NIE, a przynajmniej wykorzystałbym ten czas lepiej. Z wiekiem uważam, że jak na siebie to wyrobiłem się (mentalnie), do wielu rzeczy musiałem dojrzeć, przełamać się, rzucić na głęboką wodę i wiele rzeczy już mi jest obojętne bo tyle porażek odniosłem że paradoksalnie mnie to uwolniło, tylko co z tego skoro teraz to jestem starym koniem, jeszcze gorzej wyglądam, zero znajomych a na #tinder 0 par? Kiedyś bycie przeciętnym to było zupełnie coś innego niż teraz. Kiedyś, gdy tinder jeszcze raczkował i każdy nastolatek wyglądał tak samo (czyli źle), jak typowy gimbus. Nie wyglądałem atrakcyjnie + #mentalcel ale bałem się być na samym dnie hierarchi, więc starałem się trzymać normików.Wiedziałem, że to oni tworzą sytuacje, więc cel był łazić za nimi nawet jak czasem ci dokuczają. Zawsze stałem z boku, byłem obserwatorem życia innych, początków związków, dram i dojrzewania swoich rówieśników. Jak na tamte czasy to uważam, że ogromną rolę grała dynamina. Czasem mnie gdzieś brali bo lubiłem wypić (mój cope żeby się mniej stresować) i były nawet jakieś pojedyncze sytuacje gdy jakaś laska miała ich dość i jakieś sygnały mi dawała ale odpalał mi się syndrom ucieczki, panika a zresztą nawet nie wiedziałbym co mam z nią robić i o czym gadać. Pamiętam też, że na jakiś starych portalach randkowych dużo pisałem z laskami, bo byłem dobry w pisaniu ale odkładałem spotkanie w nieskończoność bo się bałem. Młodość to był najlepszy czas na takie rzeczy, bo ilość sytuacji i możliwości do integracji z innymi, bez powodu, bez żadnego kontekstu, ilość wolnych kobiet, brak zobowiązań, pracy, klimat wakacji, pierwsze alkohole, pierwsze relacje, związki, zbieranie doświadczeń, ehh...

