no i stalo sie, zdradzila....ciężko dochodzę do siebie ale nie z powodu że jej już nie ma ale z powodu tych 2 straconych lat i tego jak mocno się zaangażowałem. a miało być tak pięknie.nauczony poprzednimi związkami (które były z pannami dość imprezowymi, totalnie nieprzewidywalnymi i bez perspektyw na dłuzszy związek) postanowiłem że czas się ustatkować i poznać babkę z wartościami, wierną- wiecie - taką typową żonę, taką jaką mieli nasi ojcowie, dziadkowie. co ja się naszukałem, ile randek i rozwianych nadziei - już miałem rezygnować z tego planu kiedy pojawiła się ona. dwa lata temu, poznana totalnie przypadkiem, od razu wpadła mi w oko i ja jej też. ona po niedawnym zerwaniu, wolna. no i tak się zaczeła wspólna przygoda. było inaczej, nie miała problemu żeby zrobić od czasu do czasu obiad (co w wielu przypadkach graniczy z cudem u obecnych kobiet) ale ja tez nie lubię przeginać i obowiązki dzieliliśmy po połowie. z racji tego że ja zarabiam x2 tego co ona - była tym trochę skrępowana, nie była łasa na kasę ale nic jej nie brakowało i często dawałem więcej niż chciała. piękne wspólne podróże, wakacje życia na dominikanie, siedzieliśmy tam miesiąc. tam też oświadczyny rok temu i snucie planów na dalsze życie, dzieci itp.dogadywaliśmy się bez słów, mnóstwo wspólnych tematów, nasze rodziny też się poznały. generalnie - sielanka. no i wtedy włączył się mój wrodzony czujnik bezpieczeńśtwa, wiecie - jak jest za dobrze to zaraz coś się spierdzieli (najczęściej albo auto albo zęby) - tak czy inaczej będzie bolało.tydzień temu miała wyjazd integracyjny z pracy, niby nie chciała jechać ale koleżaneczki (wyzwolone singielki) namówiły. jak odbierałem ją po już czułem że coś tam się odwaliło grubego bo nawet nie chciała dać buziaka na powitanie tylko wymigała się bolącą głową i że już chce spać. dopiero na drugi dzień wszystko wyjawiła (nigdy nie mieliśmy przed sobą tajemnic). był alkohol, były głupie zabawy, finalnie wylądowała w pokoju z typem z jej działu z pracy. no i zdradziła. szczegółów nie chciałem znać. powiedziałem tylko, że ma tydzień na zabranie wszystkich swoich rzeczy (tak, mieszkanie moje) ale najlepiej jak zrobi to jak najszybciej. i nie chce jej znac. płakała, przepraszała, zaklinałą sie ze nie zrobi tego ponownie. ja jednak takich rzeczy nigdy nie wybaczam i tyle, koniec.siedzę teraz i rozmyślam, że to wszystko - te plany, czas, uczucie - było nic nie znaczące w tamtym momencie dla niej. mogła to poświęcić w imię tej krótkiej przyjemności z żonatym typem (który nie chce jej na stałe a z doskoku na boku).baba choćbyś jej nieba uchylił - i tak zdradzi jak będzie miała okazję. nie wiem co aż tak mocno ją zauroczyło wtedy w tym typie, nie chce powiedzieć ale nie jest to jakiś dicaprio, ot dość przeciętny, nieco wyższy koleś. pocieszam się ze stalo sie to teraz a nie po slubie. i dość mocno to rezonuje to analogicznymi sytuacjami gdy to ja byłem podrywany w pracy przez HRki czy inne julki ale zawsze twardo odmawiałem i mówiłem ze jestem zajęty.czy będę nadal szukał swojego jednorożca? raczej wątpie. dość mocno się sparzyłem żeby znów łapać gorącą patelnie bez rękawicy. także pewnie powiecie że generalizuje ale - nie ma wiernych kobiet, są tylko takie które nie trafiły na nadarzającą się okazje. zbyt dużo w życiu widziałem i przeżyłem. a ona była tą o której w 99% mogłem powiedzieć że tego nie zrobi.a teraz pora na pakiet startowy po zdradzie - wlatuje siłka, odnowa, dobre żarcie i spotkanie z kumplami #logikarozowychpaskow #zdrady

