Mam uber dylemat pieniężno-mieszkaniowy. W dużym skrócie, dajcie znać, co byście zrobili.Kupiłam działkę, do której dobrałam sobie 100 k kredytu. Będę go sobie spłacać bez większego problemu. Tymczasem mam mieszkanie w mieście wojewódzkim, które udało mi się dostać od rodziców, i wiem, jakie to duże szczęście, doceniamI zastanawiam się,czy:1. Sprzedać mieszkanie i nie brać dodatkowych długów na budowę domku na działce (moim największym marzeniem jest wyniesienie się z miasta i zamieszkanie na tej działce, wieś, las, bliski dojazd do cywilizacji, nie mam dużych potrzeb materialnych, chcę po prostu się wynieść z bloku)2. Pakować się w stres, jakim jest praktycznie kredyt na całe życie, ale mieć ten twardy kapitał w postaci spłaconego mieszkania. Mam ogromny wstręt do długów, ten kredyt na działkę to moja pierwsza pożyczka w życiu, a mam 32 lata.Jak coś, to jest jeszcze dom rodziców, który kiedyś odziedziczę (mam nadzieję, że jeszcze dłuuuugo się to nie stanie, bo chcę mieć rodziców jak najdłużej). W tej chwili moje zarobki to około 12 k na rękę (B2B, więc zależy od miesiąca). Not great, not terrible. Doceniam, że przy takich zarobkach i niskim zadłuzeniu, żyję sobie dość bezstresowo i mogę odkładać na czarną godzinę. Mam faceta, ale nie męża, wiec staram się rozważać scenariusze, które udźwignę w razie czego sama. Dzieci nie planuję, dlatego domek może być mały i nie będzie wożenia nikogo do szkoły.PS. wynajem mieszkania odpada z różnych względów, załóżmy, że nie mam opcji spłacania kredytu na dom z wynajmowania mieszkania. Tylko dwa powyzsze scenariusze wchodzą w grę. Mirko pomusz. Co robić.#mieszkanie #pieniadze #nieruchomosci #pytanie #pytaniedoeksperta

