Nietypowe pytanie.Wiem, że rolnik ma prawo pobierać wodę z rzeki czy jeziora do nawadniania upraw (w określonej ilości). Ja za płotem mam staw leśny, należy do lasów państwowych. I mam mały ogródek, w którym wylewam dziennie kilka konewek wody.No i pytanie - czy legalnie taką wodę ze stawu mogę czerpać? Ekologicznie wiadomo, to jest spoko rozwiązanie, bo czerpanie wód powierzchbiowych jest lepsze od czerpania wód podziemnych. Ekonomicznie - mi się opłaca, bo za darmo, a do tego woda bez chloru, więc lepsza dla roślin.Ale co z prawem? Czy mogę brać tę wodę w takiej ilości bez strachu, że będzie mi jakaś kara grozić, czy lepiej nie zaczynać kombinować i olać sprawę?Według takich artykułów jak ten tutaj, wynika, że każdy może korzystać z publicznej wody, co wydaje się naturalne, ale czy jest ktoś, kto mi to potwierdzi? Logicznie, ekologicznie i ekonomicznie, powinno się to zgadzać. A jeśli faktycznie mam takie prawo, to mógłbym na przykład spokojnie sobie tę wodę nalać do jakiegoś większego zbiornika i stamtąd uskuteczniać np. nawadnianie kropelkowe i byłoby super. Inb4 nie jestem zwykłym dziadem, co se wyciera mordę ekologią, łapie też deszczówkę i używam jej do nawadniania ogrodu. https://agrodoradca24.pl/prawo-wodne/susza-czy-moge-pobierac-wode-do-nawadniania-pola-z-pobliskiego-jeziora-5217.html#pytanie #pytaniedoeksperta #dom #ogrod #woda #prawo #ekologia

