Pochodzę z katolickiej rodziny, od małego były mi wpajane wartości chrześcijańskie. Mmm ochrzczony, przystąpiłem do komunii, bierzmowania. Kilka lat temu wziąłem też ślub kościelny.Problem w tym że moja wiara nigdy nie była szczera.Gdy byłem niemowlęcem ochrzczono mnie wbrew mojej (przyszłej) woli.Gdy przystępywałem do komunii byłem już zindoktrynowany i zaszczuty strachem przed piekłem.Gdy byłem bierzmowany szedłem za tłumem bo "wszyscy idą to i ja".Gdy brałem ślub poszedłem za wybranką serca i wszystkie te rytuały robiłem dla niej.Teraz mam dziecko i coraz częściej pojawia się temat chrztu. Obie rodzinki przekrzykują się przy propozycjach lokali / kościołów a ja siedzę, myśląc sobie "nie chcę tego dla mojego dziecka". Niestety moja wybranka również tego chce. Mimo że jestem dorosły to obawiam się ostracyzmu, już ja mogę sobie wyobrazić jaki raban by się podniósł gdybym stanął okoniem.Wyjść mam kilka:1) Stanąć okoniem, powiedzieć "nie" i ryzykować komentarze, "zrujnowane" imię a w najgorszym wypadku rozwód.2) Zgodzić się ale postawić ultimatum, że dalsze sakramenty dziecko weźmie samo, gdy dorośnie - co z kilku powodów może być kłopotliwe, ale moralnie dobre.3) Zgodzić się, dalej kłaść po sobie uszy, przytakiwać i żyć z tym cierniem w oku udając że wszystko gra.Państwo świeckie wolnego wyznania, psia Wasza mać.#wiara #rodzina

