Pewien mirek miał racje - zjawisko spermiarstwa jest efektem a nie przyczyną upadku rynku matrymonialnego.Sam jestem ofiarą takiego stanu rzeczy. Mój prime time był w okresie studenckim, kiedy hipergamia dopiero rozkwitała. Jak na tamte czasy to byłem low-tier normikiem (ok oski). Doskonale pamiętaj jakie kobiety przesiadywały na aplikacjach randkowych i wtedy problemem było "co robić na kolejnym spotkaniu" a nie tak jak teraz "dlaczego mam 0 par". Gdy dziewczyna była chamska to miałem swój honor i już więcej się nie spotkaliśmy. Kto z nas wtedy myślał że za kilka lat będzie tragedia? Kto myślał żeby się szybko zaręczać bo potem nic nie zostanie?Teraz czasy są inne. Samotność boli a trzeba sobie jakoś radzić. Jak nie podejmiesz drastycznych działań teraz to za kilka lat będzie jeszcze gorzej. Przerabiałem pisanie do nieznajomych na FB, płacenie za #tinder, odzywanie się do starych koleżanek i inne głupie rzeczy o których nie chce mówić. Tak to wygląda panowie, jak nie dostosujesz się to zginiesz a uwierzcie, że epizody wieloletniej samotności to równia pochyła.

