Opublikowane
#ojciec #rodzicielstwo #dzieci #b0mbelki #zwiazki Za niedługo zostanę ojcem. Znaczy już teraz się nim czuję ale wciąż trwa ten easy-okres, gdy maleństwo jest w brzuchu u mamy i poza byciem coraz większym ciężarem fizycznie nie generuje żadnych problemów w życiu codziennym. Termin mamy za miesiąc. Generalnie decyzję o dziecku podejmowaliśmy przez ponad rok. Moja kobieta nieco szybciej do tego dorosła, ja potrzebowałem więcej czasu. Nie czułem nacisków, ona cierpliwie czekała, nie poruszała tematu sama z siebie, nie nękała po prostu któregoś dnia powiedziała mi, że czuje się gotowa na to, by zostać mamą. Od tego momentu mniej-więcej sam zacząłem ten temat rozkminiać - była triggerem nie powiem ale jak mówiłem - dała mi bardzo dużo czasu na decyzję. Generalnie mam duże doświadczenie w pracy z dzieciakami 5+ i radziłem sobie bardzo dobrze. Lubiły mnie dzieciaki i rodzice to doceniali. Lubiłem też ich trochę przy okazji wychowywać, przekazywać wartości. Problem był z dziećmi młodszymi, z którymi moje doświadczenie to równe ZERO. I tak sobie czytałem, obserwowałem, zastanawiałem się i zapragnąłem zostać tatą. Nie ojcem. Tatą. To będzie trudne ale no już ojcem jestem. Czas ciąży poświęciłem w pełni na przygotowanie domu i siebie, moja wybranka też. Mimo to czuje się totalnie nieprzygotowany, ciągle trafiają do mnie nowe rzeczy, nowa wiedza, nowe zakazy i inne. Ale najgorsze jest to, jaką mam papkę w mózgu. Mam wrażenie, że ten początkowy okres mnie totalnie zniszczy, że będę rozjechany jak walcem. Nie pomagają tu życzliwe "koleżanki", które snują wizję zasranego domu, zasikanej twarzy i nie dającego się utulić płaczu. Dramat. Doszło do tego, że na miesiąc przed narodzinami po prostu się trochę mojego dziecięcia boję. Boję się co będzie, czy sobie poradzę z prozą życia, czy uda mi się ulżyć żonie, czy uda mi się sprawić, że będzie miała czas na odpoczynek, czy dziecko nie będzie wiecznie płakało, czy nie stanie mu się krzywda. Tak najzwyczajniej w świecie nie wiem czego się spodziewać poza tym, że mam przepowiedziane, że moje życie zmieni się o 180 stopni, przestanę mieć jakiekolwiek swoje życie, przestanę mieć znajomych. Jak o tym pomyślę to moje dziecko, które pragnę najmocniej w świecie po prostu przytulić czasem jawi mi się jako taki mały potworek, który wysadzi mi życie w kosmos. Wiem, że nie nakarmię dziecka ale poza tym pewnie będę we wszystko zaangażowany i nie wiem jak temu podołać. Nie wiem co będzie z moją pracą - boję się, że mnie wywalą, bo z powodu nieprzespanych nocy, wizyt lekarskich itp. moje zaangażowanie i wydajność spadną gdzieś na dno. I jak to tak? Dwa tygodnie w domu i potem powrót do roboty? A jak ta matka ma sobie dać radę 9h sama? U mnie w pracy nie ma zezwolenia na pracę zdalną, nie mam nawet laptopa służbowego. Boję się, że będę musiał ciągle się zrywać i wracać do domu pomóc przy dziecku. Na dziadków nie ma co liczyć, wszystko w naszych rękach. Z drugiej strony moi koledzy w pracy są zachwyceni i zaczarowani swoimi dziećmi. Nie wyglądają w pracy jak zombie i pocieszają, że będzie okej i że to nie jest trudne. Zupełnie inaczej niż koleżanki. Koledzy wydają się być zaangażowanymi rodzicami, robią przy dziecku ile mogą. Totalnie nie wiem jaki mindset sobie ustawić, bo mam wrażenie, że idę w nieznane a o tym nieznanym słyszę bardzo złe rzeczy, choć sam mam w głębi siebie nastawienie pozytywne ale przez to wszystko czasem zaczynam się zastanawiać, czy podjęliśmy dobrą decyzję, czy na pewno sobie poradzimy, czy ta rodzina przetrwa, czy będzie jakiś dramat? Czasem się zastanawiam, czy nie lepiej było żyć w tej szarej codzienności jak dotychczas? Jechać we dwoje na wczasy do fajnego hotelu jak co roku a potem zimą sobie gnić przy kominku i mieć wszystko w pompie? Wyjechać sobie na weekend gdzieś połazić jak już nuda przybije? Czemu nagle zachciało mi się budowania rodziny, wychowania dzieci i całego sajgonu z tym związanego, który znam tylko z opowieści? Zmiany życia na zawsze, bo gdy dziecko dorośnie ja nie będę świeżo upieczonym 30 latkiem tylko będę dobiegał 50-tki, więc kolejne wypady tylko we 2 będą w zupełnie innym stanie świadomości i zdrowia? Dajcie z jedno słowo otuchy.

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (4)
mirko_anonim
Opublikowane
A co z tym drewnem panie kurczak? Dałeś radę?
Moderator Nighthuntero
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
Po porodzie bedziesz mial tylko jedno zmartwienie - brak seksu na zawsze.
Moderator Nighthuntero
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
Jak studiowałem jednocześnie na dziennych dwa kierunki i pracowałem na pełen etat zdalnie w IT to był to wiele większy zapieprz niż przy dzieciaku mając już tylko jedną pracę, szczególnie jak rozłożysz to na dwójkę rodziców.Większość ludzi po prostu się dużo leni w życiu i jak raz im się zdarzy coś na poziomie opieki nad dzieckiem to potem biadolą jakie to wielkie wyrzeczenie.
Moderator razzor91
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
Wg mnie Twoje rozterki brzmią bardzo sensownie i dojrzale i to już duży punkt dla Ciebie, że je masz. Widać, że podchodzisz do sprawy poważnie. Dobrze, że masz pozytywne nastawienie, a jednocześnie masz świadomość tych wszystkich trudności jakie mogą się zdarzyć. Z czym jednak mielibyście sobie nie poradzić? Największe gamonie sobie jakoś radzą, o ile nie są patusami. Ty nie brzmisz na patusa, a na troskliwą osobę, więc już jesteście z tym do przodu. Z opisu brzmi też jakbyście z żoną mieli dobre relacje oparte na wsparciu i trosce o drugą osobę, więc to kolejny dobrze rokujący punkt. Chyba dobrze mieć jeszcze do samych siebie wyrozumiałość, że czasami jest po prostu bardzo trudno i może się nie chciec, można wątpić, można nie mieć sił, czuc zniechecenie. To wszystko naturalne ale nie będzie trwać wiecznie.
Moderator grap32
Anonimowy użytkownik

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Zobacz wszystkie wpisy

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

clkl5ceqm05dk37ed8cgkubqx

Dodane: 27 lipca 2023 - 14:44:19
Opublikowane

Autor był widzianyokoło 3 lata temu