Opublikowane
Nie wiem po co to piszę. Może żeby się zwierzyć szerszej grupie ludzi lub komukolwiek. Mimo wszystko wątpię, że komuś ten post posłuży, bo oryginalnej myśli w nim nie znajdziecie. Jednak wyznanie jest szczere, na tyle na ile sobie można pozwolić. Chyba się zagubiłem wewnętrznie i to tak mocno, że zamiast szukać drogi usiadłem, czekając na jakiś koniec. Czuję się jakbym gdzieś, kiedyś popełnił bląd, który zdefiniował całkowicie mój los i który jest już nieodwołalny, jakbym zaprzepaścił wszystko blędną decyzją.Są tacy ludzie, którzy nie potrafią podołać roli człowieka i ja tej roli podołać nie potrafię. Jestem tym, z którego (całkiem słusznie) wielu sobie kpi.  W 2013 skończyłem technikum i jakoś wszystko się wtedy załamało. Usiadłem bez celu i tak siedzę już dziesiąty rok będąc tzw. neet na utrzymaniu rodziców. Zaczynało się dość niewinnie. Myślałem, że mam czas, że wszystko się jakoś ułoży. Tak z dni rodziły się tygodnie, z tygodni miesiące, z miesięcy lata i teraz zjawiła się dekada. Nawet nie wiem kiedy się to stało. Życie przelatywało w takim ascetycznym trwaniu. Mam jakieś umiejętności. Umiem gotować, robić wypieki, znam się na prostych pracach remontowych. W domu wykonuję dużo prac. Nie wiem czy to ma być wytłumaczenie, ale chcę przedstawić szerszą perspektywę. To nie tak, że siedzę całymi dniami przed komputerem. Zresztą od dawna nie gram, a do internetu zaglądam kilka razy w tygodniu. W pewnym apekcie stałem się jak Hans Castorp z Czarodziejskiej Góry. Jakbym trafił nie tylko do wyizolowanego miejsca, ale też czasu, z których nie sposób się wydostać, a nawet chyba tego nie chcę, bo brak mi jakiegokolwiek sensu, by działać. Nie wiem po to wszystko. Brakuje mi czegoś solidnego, twardej podstawy, żebym wiedział, że warto. Nigdy nie nienawidziłem świata czy innych ludzi, nie zazdroszczę nikomu. Wielu obwinia innych za to gdzie są, ale ja nie. Cała moja klęska jest moją zasługą i odpowiedzialność biorę na siebie. Szczerze? Najzwyczajnie w świecie wolałbym się nie urodzić. Wiem, że są ludzie chcący doświadczać życia i nie ujmuję im, ale moim zdaniem życie jest ciężarem, który nie ma specjalnej wartości. Przypominają mi się takie dwa dwa napisane przez noblistów. Pierwszy to "Czekając na Godota" Becketta, drugi to "Przyjdzie napewno" Eugene O'Neila. W obu bohaterowie czekają na kogoś, kto przyjdzie i ich ocali lub będzie inicjatorem zmiany, ale nikt się nie przybywa , mimo wsztystko oni wciąż tą nadzieją żyją, a ich marazm wciąż trwa.  I chyba na taki marazm jestem skazany do końca, a właściwie go sobie wybrałem. Próbowałem odnaleźć oparcie w religii, ale nie potrafię uwierzyć w Boga. Wątpię czy nawet miłość byłaby dla mnie iskrą do "życia". W ogóle chyba jestem na tyle niepewny, że nie chciałbym obciążać jakiejś kobiety swoją osobą. Przy takich tekstach zawsze ktoś pyta: Co zrobisz, gdy rodzice umrą? Prawdopodobnie "zawinę się na tamten świat" . Nie teraz, nie dziś. Pewnie jeszcze trochę zostało, ale gdy rodzice odejdą to chyba będzie to jedyne racjonalne wyjście. Nie piszę tego by wzbudzić współczucie, chcę się po prostu wypowiedzieć.#neet #antynatalizm #zalesie

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

cljpu5qhr00tc37iw0lq10vt6

Dodane: 5 lipca 2023 - 16:50:20
Opublikowane

Autor był widzianyokoło 3 lata temu

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (5)
mirko_anonim
Opublikowane
To jakaś pasta? ;)
Moderator RamtamtamSi
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
Moderator RamtamtamSi
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
Ładny wpis, masz trochę oleju w głowie i to najważniejsze. Ja jestem w podobnej sytuacji, tylko, że po studiach neet 8 lat. Tylko moim głównym problemem było to, że nikt nie słuchał moich planów i marzeń jakie chcę osiągnąć lub do których chciałem zmierzać.Każda moje pragnienie czy plan był torpedowany przez rodziców. Nigdy nic im się nie podobało. Może to ktoś odebrać jako zrzucanie winy na kogoś innego. Nie. To ja jestem tym problemem i to ja stworzyłem ten problem w którym gniję. Dlaczego? Po prostu nie miałem "jaj" postawić na swoim. Chciałem odciąć i sam decydować o moim losie. W końcu byłem już dorosły 24 letni chłop. Poszedłem na studia, które sam wybrałem? Źle. Wybrałem specjalizację X to były pretensje czemu nie na Y tak jak pewna osoba.Ktoś zupełnie obcy zobaczyl, że jestem w czymś dobry i chciał mnie zatrudnić? Poczekaj, odpocznij. Gdzie Ty tam chcesz iść.Problemy z psychiką i fobia społeczna? Każdy tak ma, a psychiatra = czubekByło tego więcej, ale nie bedę wypisywał. Ciągle coś nie pasowało w moich planach. Najlepiej gdybym realizował marzenia rodziców. Moje szczęście ich nie obchodziło. Nie miałem wsparcia pod rodzinnym dachem tylko ciągła jazda odnośnie moich wyborów. Aż w końcu się poddałem i zacząłem scrollować wykop dzień po dniu, tydzień po tygodniu,itd.Jeszcze mamusia powiedziała do tatusia, żeby nigdzie nie chodził i nie załatwiał mi pracy(gdy już byłem 3 lata na neet). I tak zleciał ten czas. Unikam wyjść na zewnątrz czy zjazdów rodzinnych, aby nie narażać się na komentarze czy bycie pośmiewiskiem. W sumie i tak już jestem pośmiewiskiem. Rówieśnicy kupują mieszkania w miastach wojewódzkich a ja? nawet na wakacjach sam nie byłem.
Moderator Jailer
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
Mam podobnie. Fobia społeczna. Ukończyłam jakimś cudem dość trudne studia (mgr fizyki). Z matmy i fizy zawsze byłam dobra, więc nauka nigdy nie była problemem, ale strasznie męczyły mnie zawsze wystąpienia publiczne, egzaminy ustne (pisemne nie), nienawidzę być w centrum uwagi, obrona pracy koszmar... I też byłam neet przez jakieś 10 lat, potem rok pracy na produkcji i znowu neet :(
Moderator Nighthuntero
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
Mam tak samo i sobie wegetuje, staram się cieszyć małymi rzeczami i nie przejmować różnymi innymi (ciężko), ale podobnie bardzo, tylko nie umiałbym chyba tak ładnie opisać.
Moderator Nighthuntero
Anonimowy użytkownik

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Zobacz wszystkie wpisy