Cześć Mirki,wpis ten raczej formą wyrzucenia z siebie tego co we mnie siedzi, ale jeśli coś doradzicie albo wskażecie kierunek będzie naprawdę super. Dla tych, dla których jest za długi tl;dr "nie pasuję do społeczeństwa, jak naprawić 30 lat izolowania się?".No więc sprawa jest taka, że praktycznie przez całe swoje życie, od podstawówki, przez szkołę średnią a na studiach kończąc nie miałem za wiele kontaktu z rówieśnikami. Podświadomie czułem, że te braki z okresu dzieciństwa poskutkują odrzuceniem i się izolowałem. Miałem pod ręką zawsze komputer. Od 3 lat próbuję to naprawiać, udało mi się pozbyć fobii społecznej, którą miałem w lekkiej postaci. Nie ma dla mnie problemu aby zapytać kogoś o drogę, poprosić o wskazanie produktu na półce czy pójść do fryzjera. To jest w zasadzie jedyne co na płaszczyznie społecznej udało mi się ugrać. Jakieś 99% ludzi, których poznałem w szkole czy studiach obecnie kompletnie mnie olała. Co w sumie nie dziwi, bo w tamtych czasach sam ich olewałem. Nie złośliwie, ale ze strachu że do nich nie pasuję. Udało mi się mimo wszystko pozbierać jakieś szczątkowe znajomości i od wielkiego dzwonu spotkam się z jedną czy dwoma osobami. 2 miesiące temu miałem nawet okazję być pierwszy raz w życiu na domówce. W zasadzie w tym momencie uświadomiłem sobie, że ja tam nie pasuję. Nie dlatego, że uważam się za jakiegoś wielkiego freethinkera, lepszego od innych. Mimo fajnych osiągnięć na płaszczyźnie zawodowej czy fizycznej, z któych mógłbym być dumny czuję kompletnie upokorzony i rozwalony tym jak wygląda moje życie społeczne. Z tymi ludźmi nie zamieniłem w zasadzie ani słowa. Przez ponad 30 minut myślałem nad jakimkolwiek tematem, który nie byłby smalltalkiem o pogodzie i nic nie przychodziło mi do głowy. Wszyscy rozmawiali o swoich wspólnych znajomych (których nie znałem) o jakichś wypadach ekipą nad jezioro (czego nie uświadczyłem), weselach itp eventach (też nigdy nie byłem). Nawet jakbym chciał to nie byłem w stanie dodać nic od siebie, bo ja tego po prostu nie przeżyłem.Więc finalnie pogadałem z paroma osobami o pogodzie xD Trochę tak jakby po licealnym kursie matmy wysłać kogoś na wykład z matmy wyższej. Jest to abstrakcja, która do niego nie dociera bo nigdy się z nią nie zetknął. I to co mnie boli najbardziej to świadomość, że to o czym rozmawiali, to nie jest wyższa matma, coś co rozumie 1 promil ludzi na całym świecie. To coś zupełnie zwyczajnego. Jednak nigdy mnie to nie spotkało i szanse, że spotka są już bliskie zeru. No bo jak mam nadrobić to wszystko? Kiedy inni w wieku 25 lat spotykali się i bawili ja urządzałem 30km #spierdotrip po mieście żeby nie zgnić doszczętnie przed kompem. Wszelkie wyjazdy na wakacje również kompletnie sam. Ja już nie potrafię funkcjonować wśród ludzi, robiłem i robię wszystko kompletnie sam. Też nie zrozumcie mnie źle, to nie tak że nie mam kompletnie nic do powiedzenia. Mam bardzo dużo przemyśleń na różne tematy, od filozofii przez sport a na jakiś ciekawostkach naukowych kończąc. Ale bądźmy szczerzy, nikt nie idzie na imprezę czy na grilla w plenerze żeby słuchać o tym jak Tatarkiewicz definiuje nihilizm albo shortowaniu spółek xD Jedyne co czuję w takich momentach to kompletna bezradność i dyskomfort lvl 1000 próbując gorączkowo znaleźć jakiś normalny temat no ale jest on dla mnie tak abstrakcyjny jak wyższa matma. Czy da się w ogóle w tym wieku to jakoś naprostować? Większość osób jest zajęta domem, rodziną, kredytem itp itd. Ja czuję w środku, że chciałbym się nauczyć bawić i wyszaleć jakbym miał 16 lat. Nie jestem w stanie jednak balować z ludźmi w tym wieku, przepaść która nas dzieli tym bardziej zrywa nić porozumienia. #depresja #przegryw #samotnosc #wychodzimyzprzegrywu #agepill

