#znajomi #samotność Gdy byłam w gimnazjum i liceum miałam zawsze pełno znajomych, byłam bardzo ekstrawertyczna, ciągle jakieś imprezy, byłam duszą towarzystwa. Później po 20 roku życia gdy w bardzo nieprzyjemny sposób dowiedziałam się jacy ludzie są naprawdę, zaczęłam się dystansować, licealne znajomości się zaczęły rozpadać, znajomości studenckie też już nie miały tej więzi. W tym momencie mam 30 lat i z jednej strony nie szukam znajomych, a z drugiej czuje się bardzo samotna. Utrzymuję (nie)regularne znajomości z 4-5 osobami, gdzie większość osób jest skupiona tylko na sobie. Jedna znajoma ciągle pisze tylko, gdy ma się czym pochwalić i oczekuje poklasku, a druga mieszka za granicą i ciągle tylko narzeka. Na wszystko. Dosłownie. Że za granicą drogo, że bilety drogie, że jedzenie drogie, na rodziców, na rodzeństwo, na pogodę, na polske, na zagranice, no kur!@ nie ma ani jednej rzeczy na świecie na jaką by nie narzekała. Jest bardzo emocjonalna i ostatnio gdy zaczęłam olewać jej narzekanie, to dowiedziałam się, że jestem mało wspierająca. Ostatnio nie mogłam spać i tak myślałam o moich znajomych i uświadomiłam sobie, że nie pamiętam kiedy ostatnio ktoś jak po prostu po ludzku (nie mama) i szczerze zapytał co u mnie, realnie zainteresował się moim życiem. Wszystko jest powierzchowne, nijakie. Nie pamiętam kiedy ostatnio bylam zaproszona na jakieś urodziny, na grila itp (nie w rodzinie), ale tak sobie myślę, że jeśli mam iść i słuchać na zmianę przechwałek, narzekania, takiego durnego gadania, to mi się odechciewa.

