Jakiś czas temu w pracy kierownik przebąknął coś o redukcji etatów. Jako, że pracuje tam z braku laku to poszedłem powiedzieć, że jak coś to mogą mój etat zlikwidować. O zwolnieniu się mowiłem od dawna, że nie zależy mi na pracy itp. Tylko z lenistwa dalej tu tkwiłem. Przy okazji uspokoiłem znajomych bo im na pracy zależy. Jakoś po miesiącu zostałem wezwany do kierownika, zapytał czy moja deklaracja dalej aktualna. Oczywiście była. No i kazał mi przynieść wypowiedzenie. No ale redukcja etatu, a wypowiedzenie to chyba dwie różne sprawy? Powiedziałem, że tak to nie chce tylko niech zredukuje ten etat jak to bylo mówione wcześniej. No i kazał mi w takim razie nie zawracać dupy. Jakieś logiczne wytlumaczenie czemu tak to rozwiązać chcą? Tak szczerze to nie jest mi to na rękę bo później te papiery będzie mi żona przeglądała i jak zobaczy, że się sam zwolniłem to się wkurzy, tym bardziej, źe planuje zrobić sobie kilka miesięcy przerwy od pracy. Bo dobrze myślę, że taka informacja o tym jak mnie zwolniono będzie w papierach? To nawet i dla przyszłego pracodawcy jest istotne. Jak rozwiązać tą sytuację, żeby to oni mnie zwolniki, a nie ja sam?Jak coś moja praca to budżetówka (urząd). I pracuje tam prawie 15 lat. #praca #pracbaza #pytaniedoeksperta

