Gorzką czarną jak smoła pigułę zżarłem jakoś w okolicach liceum, kiedy pojawiły się w moim życiu pierwsze imprezki zakrapiane alkoholem. Ogólnie w liceum nie miałem żadnych bliskich znajomych z którymi spotykałbym się po szkole. Miałem za to kumpla z którym przyjaźniłem się w gimnazjum i z którym przyjaźń przetrwała nawet gdy poszliśmy do innych szkół średnich. (przyjaźnimy się po dziś dzień). Dzięki temu, że się z nim przyjaźniłem to swoje pierwsze wyjścia na alko spędzałem w grupie jego znajomych, a to otwierało przede mną możliwość poznania masy nowych osób. (z kilkoma przyjaźnie się również do dzisiaj) Generalnie przez te pierwsze wyjścia w wieku 17-19 lat przewinęła się masa osób, głównie dziewczyn. Wiecie jak to jest - znajomy znajomego zaprosił znajome, które przyszły dodatkowo ze swoimi znajomymi. Na takich spotkaniach potrafiło być w peaku po 20-30 osób z czego sporo z tego było dziewczyn. Niektóre przychodziły raz i już nie wracały, a niektóre zostawały "w ekipie" i spotykały się z nami na takie wyjścia regularnie. I tu przechodzimy do konkretów - na żadnym z takich wyjść nie zdziałałem kompletnie nic xD Zacznijmy od tego, że pierwsze spotkanie kończyło się zawsze podobnie - laski często nawet nie pamiętały jak się nazywam i traktowały mnie po prostu jako kumpla moich kumpli. Nie winie tutaj lasek, bo jestem nieśmiały i sam też nie zagadywałem, więc w takich sytuacjach w grę wchodzi pierwsze wrażenie, a te musiało być dla lasek słabe, skoro żadna (nawet pod wpływem alko) nie chciała ze mną sama zainicjować rozmowy. Nieśmiałość nieśmiałością, ale nie jestem upośledzony w relacje międzyludzkie, więc koniec końców bariera się przełamywała i na kolejnych takich imprezkach jakoś powoli od słowa do słowa udawało mi się zawiązywać normalne relacje z niektórymi (tymi co najczęściej z nami wychodziły), ba, były też takie z którymi nawet udało mi się zaprzyjaźnić. I tutaj przechodzimy do piguły - na przyjaźniach się kończyło. Wiele z tych lasek próbowało coś kminić z moimi kumplami, ale ze mną żadna. Tutaj jedna spontanicznie się przelizała z kumplem, tutaj druga chciała może jakiś związek z innym kumplem zrobić, a ze mną nic. Gadały, bo lubiły ze mną gadać i tyle. Najbardziej w pamięci zapadł mi tekst, który usłyszałem od trzech takich lasek (każda z osobna). Jak się trochę napiły i włączył im się chyba moralniak to gadały mi teksty na zasadzie "Anon, ty to z nich nafajniejszy jesteś, jakoś najlepiej mi się z tobą gada i dziwie się, że ty jeszcze nie masz dziewczyny" Oczywiście mówimy tu o tych samych laskach, które nie miały problemu robić jakieś ruchy z moimi kumplami, a ze mną nic. Pierwszy taki tekst olałem, drugi dał mi do myślenia, ale jak usłyszałem to od trzeciej laski to już się wkurwiłem. Zastanawiałem się co jest ze mną nie tak, skoro naprawdę fajne laski mówią mi takie rzeczy i jednocześnie ja jako jedyny nic nie działam na takich wyjściach. Szczególnie, że wtedy (w sumie do dzisiaj tak jest) byłem spoiwem mojej ekipy. (Jak ja nie mogłem wyjść, to takie wyjście było odwoływane, a jak któryś inny z moich kumpli nie mógł wyjść, to po prostu wychodziliśmy bez niego) Rzeczywistość okazała się dla mnie z jednej strony okrutna, a z drugiej strony banalna - wygląd. Moi kumple byli przystojniejsi niż ja, więc laski wolały się wyściskiwać z nimi. Ja robiłem początkowo jako tło, a jak mnie lepiej poznały, to robiłem za naczelnego klauna od dostarczania śmiechu i jako instrument do pogadania, gdy ktoś przystojniejszy był już zajęty rozmową z inną. Żaden charakter, żadne poczucie humoru nie sprawi, że będziesz atrakcyjniejszy w oczach laski, jeśli nie jesteś przystojny. To są tylko miłe dodatki dla osób przystojnych, które laska może docenić, ale nawet jak osoba przystojna tych cech nie ma, to i tak nic nie szkodzi. Poczucie humoru i charakter dla osoby mniej atrakcyjnej, to są jedynie cechy, które pozwolą co najwyżej pogadać z laską i nic więcej. #blackpill #redpill

