Smutny samotnik, prawiczek przed 30 here. tak tak, here we go againKazdy rozsądny mówi, że narzekanie na swoją chujową społęczną sytuację jest trwonieniem czasu, objawem #przegryw i w ogóle jakieś choroby psychicznej. A ja od zawsze wyjaśniam normików na tagu, że samotność i bycie przegrywem (przegryw to tylko rzeczownik, a co człowiek to definicja) to skutek niedostatku uwagi, miłości rodzicielskiej i wypychania na świat! Ja przez praktycznie całe lata szkoły podstawowej, gimbaze i liceum ani razu nie zaprosiłem kolegów ani koleżanek do domu (raz tylko, gdy było trzeba zrobic wspolnie prezentacje, a ja jedyny miałem power pointa i zaprosiłem typa z klasy pod nieobecność starych, ale w trakcie oni wrócili, typek zobaczył "dziwne" zachowania moich starych, a na dugi dzien reszta "koleżków" z grupy też już wiedziała...), bo nigdy nie wiedziałem czy matce nie odpieprzy i nie będzie darła ryja na mnie czy rodzeństwo za krzywo odłożony plecak, czy nierówno odstawione buty albo zostawienie śladu od kubka na ceracie. Nie wiem, czy u was też tak było, ale ja nigdy w domu nie miałem prywatności i matka na co dzień grzebała mi w komodzie ( gdy miałem 17 lat to znalazła u mnie tabakierkę, potem przez kilka dni mi gadała, że cyt. "won smarkaczu do spowiedzi" i przez kolejne 2 miesiące gadała na spotkaniach rodzinnych, jaką to ja nie jestem czarną owcą. Ojciec to wiadomo, nieobecny emocjonalnie i dlatego jestem zyciową pizdą i boję się własnego cienia idąc po ulicy. Mam już swoje lata i ok rozumiem, że to może nie ich wina, że rozpamiętywanie krzywd i zniekształceń mojego wychowania nie przynosi nic pozytywnego. No i ok, ale nie potrafię wyzbyć się zakorzenionego uczucia nienawiści do samego siebie, że mam taki bagaż doświadczeń, że nie jestem (duchowo, nie materialnie) taki jakim chciałbym być...Rozumiem, rodzice często świadomie, ale także bezmyślnie wyrządzali mi krzywdę, ale jak mam do cholery dźwignąć ten cieżar toksycznego dorastania. Mam już się powoli pogodzić z tym, że ani razu w ciągu całego życia nie zbuduje relacji z drugim człowiekiem, z którym będę na 102% szczery i otwarty? Moim marzeniem jest zaprzestanie robienia tego pieprzonego poker face, zdjęcie maski i bycia zaakceptowanym takim jakim jestem, po to aby za radami tej mojej bratniej duszy coś spróbować naprawić. Magik i tak już jest przesądzony na za kilka lat, generalnie ryczeć mi się chce i przepraszam z wyrzucenie z siebie tego.#depresja #przegryw #psychologia

