Miałem w zeszła środę całkiem poważną operację kolana. Już w domu, ale jestem praktycznie przykuty do łóżka. Nikt z moich 'najlepszych' przyjaciół (tak o nich myślę) się tym nie zainteresował - nie spytali jak się czuje, nawet jak poszło, czy mi coś potrzeba, odebrać ze szpitala, o odwiedzinach nie wspominając (każdy wiedział że jestem na oddziale). Najbardziej się przejął stary kumpel z którym mam teraz rzadki kontakt ale rozmawiałem przypadkowo z miesiąc temu na ulicy. Nie dość że odezwał się dzień po operacji to jeszcze przepraszał, że tak późno bo wyleciało mu z głowy. A odwiedził mnie kolega z pracy którego traktowałem zawsze jako 'kolegę z pracy'. Mój jedyny gość przez tydzień leżenia w szpitalu. może to i #zalesie , może #gownowpis Po prostu jakoś tak przykro i chyba trochę to zweryfikowało jak oddanych przyjaciół mam

