Zawsze lubiłem jeździć wieczorkiem, po zmroku lub wcześnie rano, przed świtem. Teraz praktycznie za każdym razem jak tak jadę i zapuszczę jakiś rap (którego rzadko słucham) łapie mnie deprecha i do oczu lecą lzy, bo przypomina mi to mojego najlepszego przyjaciela, z którym znaliśmy się 15 lat i wiele razem przeżyliśmy, który wiedział o mnie każdy najmniejszy szczegół, a który to odszedł kilka miesięcy temu. Zawsze jak z nim jechałem gdzieś to leciał jakiś rap - nie jakiś pato rap, tylko albo coś co dla mnie brzmiało na coś głębszego, albo jakieś kawałki których w życiu nie słyszałem. To samo z grzebaniem przy moto w garażu, jak wychodzę to mnie aż coś w sercu boli bo to właśnie po wyjściu z garażu gdy już byłem w zasięgu sieci, dostałem telefon, że nie żyje. Dużo się w życiu dzialo, raz lepiej raz gorzej, zmieniała się praca, otoczenie, różowe ale on był taką moją "stałą" w życiu. Strasznie mi go brakuje, jego pozytywnego podejścia do wszystkiego choćby nie wiem co się pierdzieliło w życiu, a sam lekko nie miał. Nie było nam dane się pożegnać, nie zdążyłem podziękować za te wszystkie lata, odszedł w swoje 30 urodziny. Nie, nie był to magik, nagla niespodziewana śmierć. #feels #depresja #gorzkiezycie

