Zawsze lubiłem jeździć wieczorkiem, po zmroku lub wcześnie rano, przed świtem. Teraz praktycznie za każdym razem jak tak jadę i zapuszczę jakiś rap (którego rzadko słucham) łapie mnie deprecha i do oczu lecą lzy, bo przypomina mi to mojego najlepszego przyjaciela, z którym znaliśmy się 15 lat i wiele razem przeżyliśmy, który wiedział o mnie każdy najmniejszy szczegół, a który to odszedł kilka miesięcy temu. Zawsze jak z nim jechałem gdzieś to leciał jakiś rap - nie jakiś pato rap, tylko albo coś co dla mnie brzmiało na coś głębszego, albo jakieś kawałki których w życiu nie słyszałem. To…
