Czuję się cholernie samotny.Rok temu żona powiadomiła mnie o rozwodzie. W naszym małżeństwie przez rok działo się źle. W pewnym momencie naszego małżeństwa odkryłem, że żona pisze z kolegą z pracy. Finalnie żona znalazła sobie nowego partnera. Mam dwoje wspaniałych dzieci - chłopca i dziewczynkę. Tyle słowem wstępu.Te 12 miesięcy były strasznym dla mnie czasem. Wyprowadzka z domu, depresja, myśli samobójcze, zawalanie pracy.Okazało się, że mam jednego przyjaciela. Z pozostałymi ludźmi (rodzina i znajomi) nie utrzymuję kontaktów. Mam poczucie, że nikt mnie nie rozumie - i chyba tak jest (przecież minęło dużo czasu i sprawiam wrażenie, że sobie radzę).Zajmuję się dziećmi prawie przez pół miesiąca (w różnych konfiguracjach). A mimo to żona nie zgadza się na opiekę naprzemienną. Z dziećmi mam wspaniały kontakt i zawsze mamy wspaniały czas. Strasznie za nimi tęsknię każdego dnia, kiedy ich nie mam. Każdą chwilę spędzam na planowaniu czasu z nimi i na odliczaniu kolejnych godzin, gdy znów się zobaczymy. Dosłownie - odliczanie godzin.Pracuję w biznesie - zwykłe korpo. Zarabiam dobrze, ~12.5k miesięcznie. I co z tego? Gdy wpływa wypłata, to po zapłaceniu wszystkich zobowiązań - kredytu, alimenty, wynajem itd. zostaje mi 3000zł na życie - moje utrzymanie oraz prawie pół miesiąca z dziećmi. Relacje z K. są beznadziejne. Poza dogadywaniem się w kontekście dzieci. Miesiąc temu ona zaproponowała próbę powrotu. Rozstała się z facetem. I kolejny dół emocjonalny. Postawiłem swoje warunki - zmiana jej pracy, wyprowadzka ze starego domu. I od miesiąca znowu cisza z jej strony - widzę, że znowu zaczęła sobie układać życie. A ja znowu zostałem z tym wszystkim w głowie. Możecie nazwać mnie beciakiem (i pewnie macie rację), ale jak spędzisz z kimś 20 lat i masz dwójkę dzieci, to zrobisz prawie wszystko, żeby żyć w tym pozornym spokoju i bezpieczeństwie, które się stworzyło.I siedzę w mojej kawalerce. Heh. Nie mojej. Wynajmowanej. Strasznie samotny. I strasznie zmęczony. Całe moje życie do mnie wraca każdego dnia. Chce mi się po prostu wyć. Chciałbym pójść naprzód. I nie potrafię. Apatia. Chciałem się tylko wygadać. Tak łatwiej.#depresja #zwiazki

