#zwiazki #depresja6 miesięcy temu żona zażądała rozwodu po 10 latach małżeństwa (17 wspólnych lat). Nie będę wnikał w szczegóły. Do dzisiaj nie mam pojęcia co się wydarzyło. Dlaczego tak to się potoczyło. Wyprowadziłem się z domu, na który ciężko pracowałem. Zamieszkałem w wynajmowanej kawalerce. Życie mi się rozpadło.Po miesiącu od wyprowadzki dowiedziałem się, że żona ma nowego partnera. Najgorsze jest jednak co innego. Dzieci. Byłem/Jestem wspaniałym ojcem. Spędzałem z dziećmi większość czasu - to ja przygotowywałem je do szkoły/przedszkola, ja je odbierałem, ja się z nimi w większości czasu bawiłem popołudniami, ja im czytałem i kładłem je spać. A teraz mogę je mieć 2 razy w tygodniu (około 35h z jednym nocowaniem). Nie radzę sobie z tym. Od pół roku każdy dzień, który z nimi spędzam mam zaplanowany na maksymalnych obrotach, żeby nie stracić ani minuty - ognisko, rowery, spacery, place zabaw, znajomi z dziećmi, baseny, planszówki. I wiecie co? jestem zmęczony. Wczoraj uświadomiłem sobie, że rozumiem ojców, którzy po rozwodzie urywają kontakt ze swoimi dziećmi. Ból każdego dnia jest nieopisany - tęsknota, oddawanie dzieci, płacz dzieci, które nie chcą ze mną się rozstawać. Zaobserwujcie wokół Was polskich mężczyzn - ojców. Jesteśmy wspaniałymi ojcami, w większości bardziej zaangażowanymi w wychowanie dzieci i w zajmowanie się domem niż matki (to są moje obserwacje, z mojego środowiska).Minęło pół roku, a ja nie potrafię poukładać sobie życia. Chciałbym wejść w nową relację. Ale jednocześnie każdego dnia odcinam od siebie kolejnych ludzi - tych nowo poznanych, ale także przyjaciół, którzy z cierpliwością i miłością ciągle mnie wspierają. Nie mam siły.Nie potrafię sobie wyobrazić przyszłości. Boję się rozwodu. Boję się momentu, gdy żona wprowadzi do domu nowego partnera. Gdy moje dzieci poznają nowego wujka...Chyba chciałem się wygadać.

