Przez ostatnie 5 lat pracy zawodowej około 30% czasu spędzam z prawnikami każdego dnia. Sam wybór jest między dwoma opcjami śmiertelnej choroby ale prawniczki to wybór z 99% śmiertelnością. Jak ma się z aktywnie zawodowo prawnikami przejścia to wie się że to jest inny gatunek człowieka. Obrazowo mówiąc, można wziąść stereotypowo złą kobietę, pomnożyć jej złe cechy razy dwa albo trzy i jeszcze dać jej do ręki kij bejsbolowy - to wyjdzie prawniczka z większego wojewódzkiego. Pewnie gdzieś są fajne prawniczki ale te które spotkałem z pewnością fajne jako ludzie nie były. Odklejka, poczucie elitarności, trudność z przełożeniem perspektywy ich na "nasze", wieczne trzymanie w przeświadczeniu "ma być tak jak ja chcę albo sobie stąd pójdę". Ogólny dramat. To są zwykle ludzie którzy na dzień dobry celują w 10% topki społeczeństwa, co gorsza są wyćwiczeni w funkcjonowaniu i wykorzystywaniu systemu i realnie robią to. Fajnie to taka relacja wygląda na filmie ale w realu to nie wiem jak bardzo prawniczka musiałaby mi udowodnić że nie jest taka żebym ją nawet na randkę zaprosił.