Wstyd się przyznać ale tęsknie za czasami pandemii jako przegryw.. Nagle wszystkie poważne problemy przestały mieć znaczenie i ludzie nawet byli znacznie życzliwsi dla siebie, bo każdy przechodził przez to samo a jeszcze potem śmieszkowali i była taka fajna atmosfera. Nawet w pracy przestano dokręcać śrubę i jakieś wyniki przestały mieć znaczenie, puszczano ludzi wcześniej do domu, pozwalano na więcej, większy luz i kto mógł to z domu. Nie wiem, jakaś taka ogólnonarodowa atmosfera zjednoczenia była i jako #przegryw miałem poczucie że teraz wszyscy jesteśmy równi, jakieś normickie problemy…
