Zdecydowałem się z różową na ślub kościelny. Mam wybór albo podejść do tego na poważnie, albo to olać i po prostu kłamać. Skłaniam się ku tej pierwszej opcji. Nigdy nie czułem się ateistą, po prostu temat wiary dla mnie nie istniał. Ale wraz z wiekiem oraz doświadczeniami życiowymi inaczej patrzę na kościół i wiarę niż 5, 10 czy 20 lat temu. Trochę mi ta wiara pomogła w wielu trudnych chwilach w życiu. Ale nie polegała ona na chodzeniu do kościoła czy modlitwie. Baa, nawet nie znam tych wszystkich świąt, obrządków, itp. Po prostu czułem, że ktoś nade mną czuwa i po prostu dziękowałem. A były to chwile dość trudne dla mnie, od wyroku, odsiadce, wyjściu z choroby alkoholowej oraz wielu komplikacji zdrowotnych jak choroba nowotworowa czy padaczka.Moja pytanie dotyczy spowiedzi przed ślubem. Chce powiedzieć prawdę i wszystko z siebie wylać. Pytanie tylko czy mówić ogólnikami czy ze szczegółami. Czy ksiądz może drążyć? Czy może nie dać mi rozgrzeszenia i przepadanie mi termin ślubu? Albo jaki pokute da mi jakąś pielgrzymkę której nie będę mógł zrealizować w kilka dni? Bo np. jak wyspowiadam się ze współżycia przed ślubem to mam mówić z iloma osobami czy liczbę zachować dla siebie? A co jak spyta o liczbę. A jak nie pamiętam tego i szacuje na ok. 100 to nie wywali mnie z kościoła? Oczywiście to przykład ale takich tematów jest dużo. Ktoś mi może to wyjaśnić jak to wygląda? Oczywiście mogę kłamać i powiedzieć, że tylko przeklinałem i jadłem mięso w piątek ale czy warto brnąć dalej, a nie wyrzucić tego wszystkiego z siebie?#katolicyzm #religia #wiara

