Właśnie skończyłem studia — pewnie łatwo się domyślić, z jakiego kierunku. Zamiast czuć ulgę, czuję pustkę. Studiowanie, mimo że często trudne, dawało mi jakiekolwiek poczucie sensu. Byłem częścią jakiegoś systemu, miałem cele, nawet jeśli chwilowe – kolokwia, sesje, zaliczenia.Teraz tego nie ma. Większość znajomych już coś znalazła — pracę, staże — czy to dzięki wcześniejszemu doświadczeniu, czy dzięki zaangażowaniu na ostatnim semestrze. A ja? CV rozsyłam, ale portfolio brak. I nawet jeśli chciałbym rozwinąć jakiś projekt, to nie mam siły się skupić.Psychicznie jestem wykończony. Studia mnie zniszczyły – ciągle coś: stres, presja, nowe wyzwania, czasem osobiste problemy. Z dnia na dzień stawałem się coraz bardziej jednowątkowy, nie miałem przestrzeni, by złapać oddech. A teraz, gdy skończyło się to wszystko, zostałem sam ze sobą. I nie wiem, co mam dalej robić.Od miesiąca kupuję sobie alkohol co drugi dzień. Płaczę. Tylko to mnie uspokaja. Wiem, że to nie jest dobre, ale nie potrafię inaczej."Ogarnij się". Próbuję. Ale nie daję rady. Nie radzę sobie z dorosłym życiem. Nie wiem, jak to wszystko poukładać.Ten wpis… sam nie wiem, po co go piszę. Może po prostu muszę to z siebie wyrzucić. Może mam nadzieję, że ktoś zrozumie. Chciałbym żeby ktoś powiedział: "Zrób to i to — uda się tamto i tamto". Ale wiem, że tak to nie działa. Tylko… naprawdę nie wiem, co dalej.A co najgorsze w tym wszystkim — dopiero niedawno zdałem sobie sprawę, że moje życie tak naprawdę wygląda tak od czasów gimnazjum. Już wtedy wszystko kręciło się wokół jednego wątku: szkoła. Potem wybór liceum, technikum — i znów to samo. Wracałem do domu, odrabiałem lekcje, a potem tylko rozmyślanie nad życiem. I tak dzień po dniu.Nie miałem znajomych poza szkołą. W klasie było z kim pogadać, ale poza nią? Nikt. Odludek.Studia coś w tym zmieniły — trochę. Czasem ktoś zaprosił na piwo, coś się działo, bywało nawet przyjemnie. Ale wszystko to było grupowe, powierzchowne. Nie nawiązałem żadnej indywidualnej, bliższej relacji. Teraz, gdy studia się skończyły, każdy ma już swoją ścieżkę, swoje plany, życie… a ja? Znowu sam. I tak naprawdę, to nie mam żadnych znajomych.Wydaje mi się, że to wszystko — ten sposób, w jaki funkcjonuję — to jakiś rodzaj emocjonalnego upośledzenia. Że zabrakło mi zdrowego, pełnego przeżycia okresu dorastania. Próbowałem to nadrobić na studiach, ale... nie wyszło. Albo nie umiałem. Nie wiem.Mam jeszcze jakieś resztki optymizmu w głowie, ale ja po prostu patrzę po osobach które znam i mam wrażenie, że wszyscy sobie jakoś radzą, nie skupiają się na użalaniu się na sobie. Ja próbuję tego nie robić, ale przynajmniej od 10 lat tak to wygląda.#gownowpis #zalesie #studbaza

