Mój niebieski ma 33 lata, ja mam 31. Jesteśmy ze sobą od ponad 5 lat, od ponad roku w narzeczeństwie. Dobrze się ze sobą dogadujemy, po tylu latach wyszły z nas wady, ale bez dram. Oboje mamy w porządku sytuację zawodową, mamy też gdzie mieszkać. Na początku znajomości rozmawialiśmy o dzieciach jako o czymś co może się wydarzyć, ale nie musi. Od razu po zaręczynach zaczęłam wracać do wielu „podstawowych” tematów, by upewnić się, na czym aktualnie stoimy - w tym do tematu dzieci. Ja rozwinęłam w sobie gotowość do rodzicielstwa. Przez lata obserwowałam inne pary, zastanawiałam się nad tym - najczęściej na głos. Niebieski powiedział, że potrzebuje jeszcze czas, aby podjąć ostateczną decyzję. Nie naciskam go, ale zaczęłam obserwować, że tylko kiedy zapytam, jak tam idą jemu rozkminy o rodzicielstwie, wzdycha głośno. Mamy ustalony deadline podjęcia decyzji. Póki co przebija się komunikat, że chyba bardziej ciągnie go do poznawania świata i że raczej nie czuje się na siłach. Czuję jak przychodzi na mnie załamanie. Marzeń o rodzinie już raczej nie spełnię. Pisząc to liczę na jakieś pozytywne zakończenia takich historii, ale szczerze mówiąc poziom mojego lęku i smutku pozostawia niewiele miejsca na nadzieję :( #zalesie #zwiazki

