Kurde miałem dziwną sytuacje i nie wiem co o niej myśleć.Kolega z pracy co dojeżdża rowerem mieszka na tym samym osiedlu. Tydzień temu kończyliśmy razem pracę i spotkaliśmy się w garażu podziemnym i coś tam se gadaliśmy, na odchodne rzucił że ścigamy się kto pierwszy dojedzie do mieszkania, lekko się zaśmiałem z żartu i wsiadłem do autka i pojechałem do domu, po drodze zaliczając piekarnię i warzywniak. Wkońcu dojechałem do mieszkania, zaniosłem zakupsy, wracam i podjeżdżam pod garaż. Naglę słyszę jakieś piski, które stają się coraz głośniejsze, opuszczam szybę żeby zorientować się co się dzieje bo ewidentnie ktoś krzyczał - no i słyszę krzyśka który mordę drze "liczy się kto pierwszy zaparkuje, liczy się kto pierwszy zaparkuje" no i zapierdziela do klatki, próbował sobie skrócić przejeżdżając przez krawężnik, jednak był on wyjątkowo wysoki i się wypierdzielił w kałuże. Przez chwilę myślałem że coś mu się stało, jednak wstał szybko, złapał rower na ramie i leci do klatki, zaczepiając przerzutką o tynk zostawiając dość sporą dziurę.Teraz codzień przechwala się tym, a nawet przychodzi w spodniach, których może odpiąć dolną część tak żeby pokazywać jak bardzo wyrobione ma łydki. Jednk najgorsze okazało się że to "zwycięstwo" tak bardzo go podpaliło, że codziennie w porannej drodze chwali się nowymi rekordami czasu dojazdu - i nie ma w tym nic złego oprócz tego że zaczął strasznie śmierdzieć potem przez cały dzień......Nie wiem co o tym myśleć bo dla mnie to wszystko jest zbyt absurdalne,,,,,,#rower #pomocy

